Zróbmy to beze mnie. Jak rozumiem pewność siebie?

komentarze 7 komentarzy

Cześć!

Nie zakładaj swetra.

Zostałam zaproszona na bal w charakterze artysty. Elementem balu będzie aukcja charytatywna i ja na tę aukcję maluję duży obraz, co akurat jest spoko. Obraz wezmę ze sobą i to też jest spoko.
Najprawdopodobniej nie uniknę powiedzenia kilku słów o obrazie na tak zwanym forum, więc jeśli pod koniec lutego ucichnę, będzie znaczyło, że ziścił się jeden z moich głównych lęków level hard, czyli milczę, gdyż udusiłam się ściągając sweter przez głowę podczas wystąpienia publicznego, co nawet byłoby, dość radykalnym, ale jednak wyjściem z sytuacji. Niby nie mam w planie wystrojenia się na bal w sweter, ale bywa przeróżnie.
Dzianinowy GAME OVER przybliżałam w artykułach:

Sztuka na widelcu. Targi.

Bój się boga, nieznanego i cyganów. Felieton o strachu.

Wiesz, jaka była moja pierwsza reakcja, tuż po tym, kiedy zostałam zaproszona na bal w charakterze artysty?

 

Odruch jeża. Zróbmy to beze mnie.

Myśl trwała ułamek sekundy i zaraz ją zdmuchnęłam. Brzmiała: Nie jestem artystą.*
Wydaje się absurdalna, biorąc pod uwagę wszystko, czym się zajmuję i dość rozbudowane PORTFOLIO, jednak pomimo iż w dużej mierze potrafię już doceniać siebie i efekty mojej pracy, na wyobrażenie występowania gdzieś jako artysta odruchowo zwijam się w kulkę.
Wróć. Odruchowo zwijam się w kulkę na wyobrażenie występowania gdziekolwiek, w jakiejkolwiek roli, wymagającej władania określonymi umiejętnościami, bez względu na faktyczny stopień ich opanowania. Jest szansa, że gdybym została poproszona o długotrwałe kręcenie hula-hopem(na uboczu), odruch jeża by nie wystąpił, bo jednak wygrałam w tej dziedzinie konkurs na Dzień Sportu w podstawówce, co być może już wiesz, jako że chełpię się tym regularnie od 27 lat, ale o kręcenie hula hopem (na uboczu) akurat nikt mnie nie prosi.

Bardzo dziękuję za zaproszenie i miłe słowa, lecz nie czuję się odpowiednim człowiekiem do tej roli. PS Chętnie, mimo wszystko, przekażę obraz. Jakoś tak odpowiedziałabym na zaproszenie kilka lat temu i byłoby po kłopocie. Jeśli nawet, gdzieś pod powierzchnią, kiełki chęci wspinałyby się do światła, za skarby świata nie pozwoliłabym się jej przebić.

Taktyka surrealisty.

Na moim pierwszym, indywidualnym wernisażu byłam… Nieważne, minęło. Przejdźmy do obrazów. Obrazy akurat mam fajne. Większość z nich lubię, chociaż sposób wykonania tych starszych przeszywa mnie dreszczem i nie jest to dreszcz rozkoszy. Paradoksalnie, właśnie tym starszym, niewprawnym malunkom zawdzięczam najwięcej. Nie panując do końca nad farbą i pędzlem, łatałam niedostatki warsztatowe emocjami.
Malowanie długo stanowiło niemalże jedyny obszar funkcjonowania, w jakim czułam realny wpływ na cokolwiek. Tak zwaną sprawczość. Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że, żeby nie oszaleć, coś trzeba robić. Myślę, że w części przypadków taka strategia ma szanse powodzenia. Jedni, kiedy nie mogą sprostać własnemu życiu i jego wymaganiom biorą na celownik dom, kota, psa, ogródek, sprawy sąsiadów, inni naciągają płótna. Myślenie dobrze o obrazach przychodzi mi dużo bardziej naturalnie, niż uprawianie autoprzyjaźni.
Obrazem dość łatwo, przy odpowiednim nakładzie pracy, zrealizować miłą dla oka, surrealistyczną wizję, natomiast ulepienie z własnej osoby ideału jest utopią. Długo tkwiłam w przekonaniu, że moje obrazy są lepsze niż ja. Nawet te nieudane.

Autoprzyjaźń.

Autoprzyjaźń ma miejsce wtedy, kiedy potrafisz wysłać w kierunku własnym wszystkie te mądre, ciepłe, wyrozumiałe gesty, jakie bez zastanowienia czynisz, kiedy bliska Ci osoba, nie będąca Tobą, ma gorszy moment i potrzebuje wsparcia. Kiedy, jeśli już poniosło cię na mętne wody i wysyłasz coś odwrotnego, jesteś w stanie zreflektować się, przerwać i zacząć od nowa. W tej dziedzinie raczej nie wygrałabym konkursu na Dzień Sportu, ale staram się chociaż wyciągać wnioski i przekuwać je w sposoby na przyszłość. Świetnie się tu sprawdza wyobraźnia. Wyobrażam sobie, dajmy na to, koleżankę , która coś zawaliła i chce się zwyczajnie wypłakać i siebie, w ramach ukojenia wypowiadającą komunikat: Nie rycz. Jesteś idiotką.
Bez autoprzyjaźni nie ma głęboko ukorzenionej pewności siebie. Dlatego, nawet gdy mam wrażenie, że całe to moje wymozolone godne traktowanie siebie, Joanny Ka, przypomina domek z kart po porządnym trzaśnięciu drzwiami i jestem bliska rezygnacji ze wszystkiego(Nie pytaj, proszę, czym jest wszystko. Wszystko to wszystko i już. Zwłaszcza w chwilach rozpaczy, beznadziei i PMSów) lub wręcz rezygnuję(!) zaraz i tak szukam ocalałego, trwałego elementu. Kamyka.

Jak rozumiem pewność siebie?

Pomimo tego, że za najważniejsze uważam pozostawanie autentycznym, bez względu na okoliczności, bywają momenty, w których zazdroszczę komuś takich cech, o których wiem, że gdybym je miała, nie byłabym sobą. Nęcące są, miedzy innymi:

  • Przebojowość
  • Łatwość w nawiązywaniu kontaktów
  • Gotowość do bycia w centrum uwagi

Pewność siebie nie jest moim stanem permanentnym. Nie jest czymś oczywistym, co mam, odkąd pamiętam, jak zielone oczy, proste włosy, łokcie wyginające się bonusowo również w odwrotną stronę. Czymś powszednim na tyle, że nie zaprzątam sobie tym głowy.
Pewność siebie- komfort, jaki osiągam, w różnych sferach, w różnym stopniu. Od czasu do czasu przyjmuje postać głębokiego, wygodnego, pluszowego fotela, w którym mogę się rozsiąść, słuchać deszczu i pić herbatę z kubka w kury. Bywa kocem na łące w słoneczny dzień. Najczęściej jest malutkim, rzecznym kamykiem, ściskanym w kieszeni dla otuchy, podczas trudnej rozmowy.

-Naprawdę tylko kamyk?
-Wyobraź sobie, że zamiast kamyka, znajdujesz kostkę lodu.

 

Czy pewność siebie można wyćwiczyć?

Usłyszałam ostatnio, że nie jestem introwertykiem, ponieważ wchodzę w dyskusje, mam własne zdanie i je wypowiadam, wyrażam siebie na różne sposoby – krótko mówiąc, nie siedzę jak mysz pod miotłą. Tydzień temu byłam w radio. Nie padłam trupem tuż przed, czemu sama się dziwię i nawet nie zaniemówiłam, kiedy przyszła pora mojej wypowiedzi, jak na prawdziwego introwertyka przystało.
W sumie zabawne, że introwertyzm wielu ludziom kojarzy się z byciem strachliwym, zahukanym i niepewnym siebie.
Szerzej na temat tej cechy pisałam w artykule Introwertyzm. jak nie zdziczeć do reszty i pozostać sobą?, więc nie będę się teraz zagłębiać w opisywanie świata z perspektywy wewnętrznego emigranta, ale fakt, że radzę sobie nieźle z sytuacjami wymagającymi pewnej otwartości i wyjścia poza bezpieczne ścieżki jest dobrym przykładem na to, ile można w sobie zbudować i umocnić, dysponując stosunkowo niewielkim potencjałem początkowym.
Reasumując- naprawdę wiele da się wypracować, praktykując.
Oczywiście, najpierw należy wiedzieć, po co, mieć decyzję i spełnione jakieś zewnętrzne minimum – wymagania odnośnie tego ostatniego są zróżnicowane, dlatego właśnie piszę „jakieś”.
Od kilku lat utwierdzam się w przekonaniu, że jedynym skutecznym sposobem na wzbudzanie, pielęgnowanie i utrwalanie w sobie pomocnych umiejętności jest konfrontacja. Podejmowanie prób. Regularne oswajanie okoliczności powodujących niepewność. Stworzenie warunków, w których dam radę.

 

Od galarety do bywalczyni.

Moją rozwijającą się pewność siebie wyraźnie widzę w kontekście targów. Na pierwszych targach trzęsłam się jak galareta i modliłam o to, żeby nikt nie podszedł, o coś nie zapytał i broń Boże, nie chciał kupić! Podchodzili, pytali, kupowali. Przeżyłam.
Wiedząc, jaki ogrom stresu powoduje we mnie sama myśl o wydarzeniu, najpierw skoncentrowałam się na technikaliach, bo mnie uspokajają, a następnie zapewniłam sobie wsparcie w postaci towarzystwa opanowanego człowieka, który robił wszystko to, co moje roztrzęsienie windowało do ekstremum, czyli:

  • Dokonywał skomplikowanych obliczeń typu 100-80=20
  • Pewną ręką przyjmował zapłatę wydawał resztę.
  • Zwijał plakaty i pakował je w różową bibułkę.

Gdzie niby ta konfrontacja?

Konfrontacją była już sama moja obecność na stoisku. Fakt, że odpowiadałam na pytania. Że się nie schowałam w toalecie na cały czas trwania imprezy, chociaż, wierz mi, pokusa był wielka!
Bywam na targach kilka razy w roku. Wciąż udoskonalam stoisko i system wieszania plakatów. Rozpoznaję innych wystawców a oni mnie. Cieszę się, że ich widzę. Mimo tego, iż zestaw moich podstawowych cech nie uległ zmianie, czyli wciąż jestem wysoce wrażliwą introwertyczką, na dzień dzisiejszy traktuję je jako wymagającą, ale fajną okazję do zaprezentowania prac, spotkania znajomych widywanych tylko wtedy i kontaktu z Klientami na żywo. Zazwyczaj wracam do domu wypruta i przebodźcowana, ale szczęśliwa i zmotywowana do dalszych działań.

 

A czym dla Ciebie jest pewność siebie?

Zadałam to pytanie tydzień temu na moim Instagramie i spośród wielu ciekawych odpowiedzi, szczególnie zakotwiczyły we mnie:

Rudziejka: Ogólnie rzecz biorąc mam wrażenie, że pewność siebie jest naturalnym stanem człowieka, z którego jesteśmy wybijani przez doświadczenia.

Ewa.podgorska.jewellery: Spokój, nawet kiedy nie do końca wiem, co robię.

Aneedove_ilustratorka: Kiedy to, co wewnątrz i to co na zewnątrz pokrywa się ze sobą. Nie ma rozbieżności.

 

Refleksyjny Poniedziałek

Powyższy tekst jest kolejną częścią akcji Krzepinarium Refleksyjny Poniedziałek. Akcja od pewnego czasu toczy się co tydzień na moim Instagramie i możesz się do niej przyłączyć w każdej chwili, do czego, oczywiście, mocno Cię zachęcam.
Pozostałe artykuły związane z akcją:

Początek. Szlaczek. diabełki.

Tu jest wschód. Bezsilność. Próba zapisu.

Słowo- drogowskaz. Równowaga.

Będzie mi ogromnie miło i moja pewność siebie się umocni, jeśli zostawisz ślad po sobie również tutaj.
Pozdrawiam Cię ciepło i czekam na Ciebie

Joanna

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jogaiła
Jogaiła
4 miesięcy temu

🐾

Dominika
4 miesięcy temu

kwieciste ujęcie tematu i godna podziwu szczerość i autentyczność:)

Kamy Kamila
Kamy Kamila
4 miesięcy temu

Ja staram się uczyć nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi, aczkolwiek wolę robić to na krótki czas np. przy obsłudze gościa w restauracji. Cenię swoją autonomiczną jednostkę i lubię spokój. Po większym zawirowaniu z ludźmi „uciekam” by odpocząć w samotności. Niestety często pakuję się w sytuacje, w których to na mnie się skupia uwagę no i wtedy udaję, że mnie nie ma. ;D

trackback

[…] Tak, jak pisałam niedawno na Instagramie – miewam zjazdy, czarne dziury, spadki nastroju, motywacji. Zdarza mi się, pomimo, iż tego unikam, porównywać do kogoś i wypadać przy tym kimś nadzwyczaj blado. Jak nieudacznik. Oferma. Tępa dzida. Oświadczam jeszcze raz, ponieważ okazuje się, że są osoby, które, zanim się dowiedziały, zakładały, że akurat ja tak o sobie nie pomyślę. Otóż, wstyd przyznać, ale pomyślę. Czasami. Moja pewność siebie, chociaż uważnie i z pełnym oddaniem pielęgnowana, też miewa się różnie. Przybliżyłam ją niedawno w tekście Zróbmy to beze mnie. jak rozumiem pewność siebie? […]

7
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x