Tu jest wschód. Bezsilność. Próba zapisu.

komentarze 3 komentarze

Cześć!

 

Dzisiejszy artykuł powstał jeszcze podczas mojego urlopu. Chyba najbliżej mu do próby zapisu wrażeń. Równocześnie traktuję go jako część rozgrzewki przed książką, którą obiecałam sobie jeszcze w tym roku. Pomysł zarysowałam w tekście Wdzięczność. Moda na słowa.

W tym samym tekście ogłosiłam też uśpienie bloga na czas nieokreślony, chyba tylko po to, żeby za chwilę doznać olśnienia dotyczącego sposobu połączenia pracy nad książką i blogiem w jednej czasoprzestrzeni - klasyczny diabełek z pudełka. Więcej tym zjawisku przeczytasz we wpisie Początek. Szlaczek. Diabełki.

 

Retrospekcja

Czwartek, drugi stycznia 2020 roku. Bezsieć. Koniec świata.
Dzień, w którym miałam od rana do popołudnia pracować nad moją przyszłą książką, z przerwami na spacer, jogę, dobre jedzenie, gorącą herbatę i głaskanie kotów. Dzień, który już miesiąc temu zaplanowałam jako udany, spokojny i twórczy. Taki, który rozpocznę wcześnie, przeżyję uważnie i domknę z pierwszym rozdziałem i poczuciem spełnienia.

 

Wschód

Wstałam dokładnie godzinę po budziku, który wyłączyłam z pełną premedytacją, gdyż:
a)okazało się być ciemniej, niż sobie wyobrażałam
b)poprzedniego wieczoru, zostawiwszy Jarosława na dworcu w Jarosławiu, wracałam do domu dziwną, wąską, miejscami oblodzoną szosą. Szosa przecinała lasy, pola i wioski, w jakich nie spodziewałam się znaleźć. Po wyłączeniu radia, mniej więcej w połowie utworu Mamma Mia grupy Abba, za substytut towarzystwa miałam jedynie GPSa powtarzającego mantrycznie kieruj się na wschód. Po osiągnięciu celu podróży, mimo wyczerpania, długo nie mogłam zasnąć.
Godziny Przedpołudniowe roztrwoniłam uczepiona słuchawki na kręconym kabelku, dyskutując z rodziną, mającą dostęp do sieci komórkowych i Internetu, kwestię zamówionej i niedostarczonej na czas lodówki i moich najbliższych perspektyw, kończących się bez uprzedzenia w miejscu, z którego będę w stanie usłyszeć dzwonek i dobiec do telefonu stacjonarnego, zanim zamilknie, bo to przecież może być kurier. Albo, równie dobrze, Bóg. Pies. Buda. Łańcuch. Urlop. Rozumiemy, że masz w dupie lodówkę. Niczego nie rozumiecie. Mamy jasność. Nie mam chleba. No przecież jedź. Drewno aż w stodole. Najlepiej zamknij się w stodole. Lepiej zamarznę. Nie szantażuj nas. Jest zima. Jest plus. Tu jest wschód.

 

Spostrzeżenia

Dopiero kilka akapitów później dotarło do mnie, że:

•Podskakuję jak wesz na uwięzi, tracąc czas i energię.
•Nie mam wpływu na całość sytuacji.
•Nikogo nie przekonam.
•Nie dowiodę racji.
•Nawet, jeśli, hipotetycznie, dowiodę, racja, niczego na ten moment nie zmieni.
•Przebywam na wsi.
•Nie mam Internetu.
•Telefon komórkowy mam - poza zasięgiem.
•Nie mogę z niewiadomej przyczyny dodzwonić się do sklepu media coś tam w Tomaszowie Lubelskim, ażeby wydusić z obsługi informację o numerze przesyłki.
•Moi rodzice widzą świat z perspektywy nieco innej niż ja.
•Serio skończył mi się chleb, a akurat jestem z tych, co jedzą chleb. I masło.
•Masło akurat mam. Dwie kostki.
•Mimo wszystko czekam na tę cholerną lodówkę.
•Nie pójdę na spacer, ale zawsze mogę zaparzyć herbatę, usiąść w fotelu i się uspokoić.

 

Prawo do bezsilności

Odróżnienie i przyjęcie do wiadomości bycia bezsilną, jest dla mnie zazwyczaj bardzo trudne i poprzedzone stanem, w którym uporczywie i wielokrotnie próbuję rozwiązań nie przynoszących rezultatu. Dzwonię, chociaż abonent pozostaje niedostępny. Tłumaczę niewytłumaczalne. Pocieram zapałkę z resztkami siarki o mokrą draskę. Podejmuję dziesiątą próbę uruchomienia samochodu, w którym ewidentnie coś padło, bo a nuż odpali.
Bezsilność z automatu kojarzę z klatką, związanymi rękami. Z czymś nie do zniesienia, co jednak pozostaje znieść, bo alternatywy brak. Z końcem świata. Walczę z poczuciem bezsilności, gubiąc logikę, sens i kolejne minuty. Co najmniej, jakbym, bezsilna, miała przestać być sobą.
Zauważyłam, że w momencie zaakceptowania danego stanu rzeczy i tym samym, zaniechania prób natychmiastowej zmiany sytuacji, klatka się otwiera a ręce rozwiązują. Dostrzegam wygodę fotela i dopuszczam myśl o zjedzeniu owsianki, zamiast kanapki. Jestem bezsilna. Mam prawo do bezsilności.

 

Powyższy tekst Jest częścią cyklicznej akcji o Nazwie Krzepinarium Refleksyjny Poniedziałek jaką prowadzę na moim Instagramie. Również tam serdecznie Cię zapraszam.

Będzie mi ogromnie miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Odpowiedź, luźną myśl, cokolwiek.

Pozdrawiam cię ciepło,

Joanna

 

PS Popołudnie spędziłam w towarzystwie najlepszych sąsiadów pod słońcem na zespołowych akrobacjach prowadzących do umieszczenia nowego, wysokiej klasy sprzętu AGD w starym, niewyrośniętym domu, z belkami pod sufitem.

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Paulina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paulina
Gość

„Bezsieć” – przepiekne okreslenie, pozyczam! <3

trackback

[…] Tu jest wschód. Bezsilność. Próba zapisu. […]

trackback

[…] Tu jest wschód. Bezsilność. Próba zapisu. […]