Sztuka na widelcu. Targi.

komentarze 3 komentarze
targi sztuka

Cześć!

Boję się tłumu, wystąpień publicznych i tego, że któregoś dnia uduszę się, ściągając sweter. W wersji hard uduszę się na oczach tłumu, ściągając sweter podczas publicznego wystąpienia. Jest to lęk nieuzasadniony, gdyż o ile zdarza mi się zaplątać w ściągane naraz warstwy odzieży, o tyle publiczne wystąpienia na oczach tłumu mi nie grożą. A jeśli, hipotetycznie, do takiego zagrożenia jednak dojdzie, przywdzieję coś luźnego, rozpinanego, co można zrzucić z ramion nie przeciskając głowy z okularami przez żadne otwory.

 

Sztuka na widelcu. Targi.

Jestem introwertyczką. Najlepiej pracuję sama. Lubię ludzi, ale nie potrzebuję mieć towarzystwa non stop. Znajomości nawiązuję z rezerwą i potrzebuję czasu, żeby się oswoić z nowymi sytuacjami.
Stresuje mnie telefonowanie, wizyty w urzędach, rozmowy o pracę, spotkania z nieznajomymi. Mam trudności z mówieniem o sobie. Wszystkie celne riposty znajduję z tygodniowym opóźnieniem. Stresuje mnie sprzedawanie moich prac.
Targi, z perspektywy wystawcy, są dla mnie w pewnym sensie wystąpieniem publicznym. Owszem, nie wygłaszam mów z ambony, ale odpowiadam na pytania, opowiadam o tym, co robię i dlaczego akurat tak. Mam mnóstwo informacji zwrotnych, które zazwyczaj są bardzo pozytywne, jednak raz na czas przełykam też słowa krytyki. Te rezonują we mnie długo.

W kwietniu dwa razy uczestniczyłam w targach, których przebieg okazał się diametralnie różny.

 

Wrocławskie Targi Plakatu i Ilustracji.

Zajezdnia Tramwajowa Czasoprzestrzeń.

  • część większego wydarzenia o nazwie Fashion Meeting
  • premiera tematyki okołoobrazkowej
  • równolegle zlot food tracków
  • w hali obok - wino i sery
  • ubrania, akcesoria, kosmetyki, książki, biżuteria i masa innych rzeczy
  • głośna, agresywna muzyka
  • atmosfera festynu

W piątkowy wieczór poprzedzający targi byłam pełna obaw.
Czy w tym natłoku dóbr ktokolwiek dotrze do mieszczącej się na końcu budynku strefy ilustracji i plakatu?
Czy uczestnicy imprezy oferującej taką różnorodność towarów, będą mieli siłę i ochotę przystanąć przy obrazkach?
Bałam się, że w dawnej zajezdni tramwajowej będzie zimno, a w dodatku nikt do mnie nie przyjdzie. Biorąc pod uwagę dwa dni stagnacji w chłodzie, uzbroiłam się w odpowiednie tekstylia i literaturę.
Moje pierwsze targi w mieście Wrocław.
Lokalizacja na uboczu, nieoświetlony parking, ograniczony czas na rozstawienie stoiska. Co ja tu robię i gdzie, do cholery, są toalety?

 

Targi Designu Wzory.

Ścisłe centrum Warszawy, Dom Towarowy Braci Jabłkowskich.

  • konkretna, wnętrzarska tematyka
  • wyselekcjonowani wystawcy
  • cykliczna impreza o długich tradycjach
  • renoma
  • świetna organizacja
  • wolontariusze do pomocy
  • wykładzina dywanowa
  • ruchome schody
  • numer telefonu do koordynatorki
  • trzecia wizyta w tym miejscu
  • znam i wiem

We Wzory uderzałam niemalże na pewniaka. Zainwestowałam w reklamę i wydrukowałam dwa razy więcej prac niż zazwyczaj. W końcu Wzory, nie przelewki.

Kilka dni wcześniej planowałam, gdzie będę spożywać wyśmienitą pizzę z burakami i kozim serem.

 

Przewidywania kontra rzeczywistość.

Wrocławskie Targi Plakatu i Ilustracji były nadzwyczaj udane. Rzeka ludzi, masa wzruszeń, niezliczone dobre słowa. Nowy dom w ciągu dwóch dni znalazło 49 obrazków. Rozmawiałam z osobami, które pokonały te wszystkie mosty, wiadukty i zakręty po to, żeby obejrzeć konkretnie moje prace! Niebywałe i niesamowite. Do Krakowa wróciłam naładowana szczęściem, z wypchanym portfelem i prawie pustym pudłem na plakaty.

Warszawskie Wzory okazały się dla mnie kompletną klapą i finansową wtopą. Pierwsze targi, na których nie zwróciło mi się nawet stoisko.

Cały łikend nosił znamiona fatum. W piątek rano, jeszcze w Krakowie, najpierw nie odpalił mi samochód a później strzyknęło mnie pod łopatką.

Do Warszawy dotarliśmy spóźnieni, ale powodem był korek, nie mój samochód.
Ten, po pierwsze, w końcu udało się uruchomić, po drugie nie był naszym środkiem transportu na tej wycieczce.

W Domu Towarowym Braci Jabłkowskich na wstępie uszkodziłam rakietę i mimo wszelkich udogodnień wieszanie reszty prac po prostu mi nie szło. O północy czas się skończył, więc zostawiwszy część przygotowań na rano udaliśmy się na wypoczynek.

Wypoczynku nie zaznaliśmy, gdyż tam, gdzie zamierzaliśmy spać, grupa obcokrajowców wiodła intensywne nocne życie, którego istotny element stanowiło bieganie po drewnianych schodach na zmianę z toczeniem dysput w korytarzu. Obcą mowę rozpoznaliśmy, natomiast żadne z nas nie potrafiło(i w dalszym ciągu nie potrafi) się nią posłużyć.

Myślę, że stopień upojenia alkoholowego biegaczy i dyskutantów w dużym stopniu znosił bariery językowe, co jednak nie znaczy, że pozwalał przyswoić komunikat w prostej polszczyźnie. Tamtej nocy poczułam w sobie coś na kształt kiełkującego ziarna ksenofobii.
O okolicznościach towarzyszącym Wzorom mogłabym jeszcze bardzo napisać, ale dodam tylko, że pół soboty walczyłam z objawami zatrucia pokarmowego, a w niedzielę… zaspaliśmy.

 

Pieniądze.

Długo zastanawiałam się, czy w ogóle poruszać aspekt finansowy targów.

Pieniądze – temat grząski i niewygodny. Podjęłam decyzję, że nie będę tego wątku pomijać, bo bez niego tekst byłby przekłamany.
Sprzedaż jest ważnym elementem targów. Tym ważniejszym, im więcej kosztów generuje impreza.

Tutaj, w obu przypadkach, oprócz opłaty za stoisko, był to też dojazd i noclegi i druk dużej ilości plakatów jednorazowo. W Warszawie jeszcze reklama, stanowiąca dla mnie dotkliwy przykład straty finansowej, jakiej mogłam uniknąć. Teraz widzę w niej akt ułańskiej fantazji, wcześniej traktowałam ją jako element przygotowania do targów.

Staram się tego aż tak nie roztrząsać, a raczej wyciągnąć wnioski na przyszłość.

 

Gdzie jest pies pogrzebany?

Niestety, nie potrafię z całą pewnością stwierdzić, co spowodowało, że jedne targi poszły super, a drugie były nieudane. Nie znam przepisu na udane targi. Myślę, że taki przepis nie istnieje.Tak naprawdę zawsze jest ryzyko niepowodzenia.
Wzory były rewelacyjnie przygotowane i odbywały się w świetnej lokalizacji. Wzorowi wystawcy oferowali piękne, dopracowane i pomysłowe przedmioty. Atmosfera - wspaniała! Mimo wszystko frekwencja była bardzo słaba.

Analizując sytuację z pewnego oddalenia dochodzę, że Wzory były niefortunnie ulokowane w czasie. Tuż po świętach wielkanocnych i chwilę przed majówką. Pogoda również nie dopisała.O ile na pogodę nie mam wpływu, o tyle wiem, że w przyszłości będę wnikliwiej analizować kalendarz, zanim zdecyduję się zostać wystawcą.

 

Wielka ekspozycja rzeczy niepotrzebnych.

Takie zdanie usłyszałam na Wzorach. Wypowiedział je pogodny starszy pan do młodej kobiety.

Nie byłam tą kobietą, jednak stwierdzenie wpadło mi przez ucho do głowy, na chwilę stanęło w gardle, a potem, niezbadaną ścieżką, zamiast do umęczonego żołądka – prosto w serce.
Zgadzam się z tym stwierdzeniem.

Wszystkie cuda pokazane na targach to przedmioty, bez których można żyć. Można bardzo dobrze żyć, nawet nie wiedząc o ich istnieniu.

Pić ze zwykłej szklanki, siedzieć pod obojętnie jaką lampą, nie obwieszać się biżuterią, sadzić rośliny w plastikowej doniczce o kolorze terrakota. Nie sadzić roślin.
Na ścianie powiesić lustro, półkę i kalendarz. W zupełności wystarczy.

To nie ironia. Bardzo często mam głębokie poczucie, że zajmują mnie sprawy nikomu do niczego nie potrzebne.

Nie nakarmię, nie ogrzeję, nie uratuję życia obrazem.

O dylematach związanych z tym, co robię, pisałam w artykułach:

Kim ja właściwie jestem?

Wielka Magia i wieloryb. Po co to?

 

Gdzie sens?

Raz na czas dopada mnie czarna dziura, w którą już, już zamierzam skoczyć, lub chociaż pieprznąć jej w trzewia całą tę, pożal się, Boże, sztukę.

Przed skokiem lub pieprznięciem, powstrzymuje mnie pytanie:

Czy obecna w człowieku potrzeba twórczego działania jest naprawdę pozbawiona sensu?

Próbuję wyobrazić sobie świat sobie życia bez książek, kina, muzyki, obrazów. Miasta wypełnione tylko praktycznymi budowlami. Moją babcię pozbawioną maszyny do szycia i kwiatów. Domy bez obrazów. Myśli bez wyobraźni.

Czy my wszyscy, którzy: malujemy obrazki, śpiewamy piosenki, robimy okolicznościowe kartki, paprzemy się w glinie, czołgamy z aparatem, wyplatamy abażury ze sznurka, stawiamy pelargonie na parapecie, zapisujemy ładnie brzmiące słowa, czy co tam jeszcze wpadnie nam do niepraktycznych głów, powstaliśmy w wyniku jakiegoś błędu?

Nie! To dziś, bez wahania.

W gorszych momentach odpowiedź nie  jest oczywista.

Tym jakże optymistycznym akcentem kończę,

pozdrawiam Cię serdecznie i jak zawsze z ciekawością czekam na Twoje słowa.

Joanna

 

 

 

 

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
AgnieszkaAgnieszkaRenata Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Renata
Gość

Dziekuję za ten wpis i szczerość.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Życie bez tworzenia oraz tych wszystkich pięknych rzeczy wokół byloby nie do zniesienia. Jest Pani niezwykłą osobą i proszę pozostać taką na zawsze.Pozdrawiam serdecznie 🍀

Agnieszka
Gość

Bez sztuki bylibyśmy tylko kolejnym ogniwem w łańcuchu pokarmowym. Sztuka to jedna z nielicznych uwznioślających rzeczy, jakie dała nam cywilizacja. Nawet minimalista dostrzeże jej wartość, nawet jeśli nie będzie czuł potrzeby posiadania tych pięknych przedmiotów.