Szczegółowe parametry słabości

komentarze 9 komentarzy

Cześć!

Pod koniec tego wpisu trafisz na link afiliacyjny prowadzący do wartościowego, użytkowanego przeze mnie produktu. Produkt został stworzony przez kobietę, której w polskim Internecie chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Kto to taki? Jako podpowiedź podam, że jest, w przeciwieństwie do mnie, wulkanem energii i, zupełnie jak mi, zdarza się jej używać słowa Dupa. Afiliacja polega na tym, że jeśli Ty, korzystając z mojego linku, dokonasz zakupu, ja odniosę pewną finansową korzyść, czyli, wykładając kawę na ławę, będę mieć procent od sprzedaży. Fajne, co?

 

Szczegółowe parametry słabości

Mam słabszy moment. Cały szereg słabszych momentów. Można powiedzieć, że penetruję coś w rodzaju doła(dołu?) i ten dół, tym razem, utrzymuje się nieco dłużej niż dzień czy dwa. Jest trochę uzasadniony czynnikami zewnętrznymi, jakich nie będę tutaj wyszczególniać, a trochę niczym nieuzasadniony. Jak to dół. Nie znam jego maksymalnej głębokości i szerokości i szczerze mówiąc, nawet nie chcę się tymi szczegółowymi parametrami zajmować.

Tak, jak pisałam niedawno na Instagramie – miewam zjazdy, czarne dziury, spadki nastroju, motywacji. Zdarza mi się, pomimo, iż tego unikam, porównywać do kogoś i wypadać przy tym kimś nadzwyczaj blado. Jak nieudacznik. Oferma. Tępa dzida. Oświadczam jeszcze raz, ponieważ okazuje się, że są osoby, które, zanim się dowiedziały, zakładały, że akurat ja tak o sobie nie pomyślę. Otóż, wstyd przyznać, ale pomyślę. Czasami. Moja pewność siebie, chociaż uważnie i z pełnym oddaniem pielęgnowana, też miewa się różnie. Przybliżyłam ją niedawno w tekście Zróbmy to beze mnie. Jak rozumiem pewność siebie?

 

Kaczor Donald

To właśnie komentarze pod instagramowym pod postem, w którym zaznaczyłam obecność wspomnianego dołka, spowodowały, że poczułam potrzebę napisania tego tekstu.
Zdaję sobie sprawę, że odbiór drugiego człowieka, zwłaszcza w sieci, jest za każdym razem indywidualną interpretacją. Mam świadomość, że mimo tego, iż głównym założeniem mojego przekazu jest szczerość, tak czy inaczej w pewien sposób, mniej lub bardziej świadomie, buduję swój wizerunek w mediach społecznościowych, czy tutaj, na blogu.

Kilka dni temu, tuż po tym, jak udostępniłam na prywatnym fejsbuczku pewną starą, akurat mocno korespondującą z moim wtedy nastrojem, piosenkę Turnaua tknęła mnie, jak pies nosem, myśl, czy, jeśli by mi się zdarzyło, w ramach sentymentalnej, muzycznej wycieczki, zapodać sobie płytę Sex’n’Roll zespołu The Bill, również bym się nią ochoczo dzieliła ze światem?

Obawiam się, że nie. Utworami zespołu The Bill, czy też innymi równie smakowitymi kąskami z muzycznej uczty, dzieliłabym się, co najwyżej,z siostrą, albo z bratem, za pomocą smsa. Wysyłanie komuś piosenek The Billa można porównać do wymiany informacji na temat tego, kto i kiedy się prawie porzygał przy pierwszych scenach jakiego filmu i czy film, pomimo, albo wręcz dzięki temu, okazał się godny oglądania. Te rzeczy robi się tylko z niektórymi, przy szczególnych okazjach i są one jak oglądanie zdjęć w rodzinnym albumie, gdzie stoimy rzędem na tle meblościanki, pod fikusem i szpanujemy koszulkami z kaczorem Donaldem, wyglądając na głupich i zadowolonych z życia.

Czy fakt, że nie spowiadam się w przestrzeni publicznej z każdej odsłuchanej durnowatej piosenki i obśmianego burackiego żartu, powoduje, że jestem nieszczera? Albo to, że nie raczę świata reportażową fotografią z urodzin babci?
No, kurczę, nie. Nieszczerość, w moim rozumieniu, zaczyna się w momencie, kiedy ktoś, celowo, wprowadza kogoś innego w błąd. W momencie oszukańczej kreacji.

 

Epidemia super-życia

Grząski temat. Presja na super-życie to bardzo trafne określenie, które podsunęła mi Aniebiesko. Znów Instagram, ale nic nie poradzę na to, że właśnie w tym zakątku wirtualnego świata ostatnimi czasy dzieje się wiele rzeczy, realnie wpływających również na nasze życie poza telefonami.
Nie, nie będzie nagonki na to miejsce. Ja Instagram lubię. Mam społeczność, składającą się z wrażliwych, mądrych, refleksyjnych osób. Sama obserwuję wiele bardzo wartościowych kont. Garściami czerpię inspirację, dostaję masę realnego wsparcia. Wybieram z Instagrama zazwyczaj akurat to, co mi sluży. Jest w czym wybierać.

Lubię Instagram, ale faktycznie, silna fala na pachnące wiecznym sukcesem życie występuje. Doszły mnie nawet niejednokrotnie słuchy, że aktualnie sprzedają się treści związane z motywacją, dbaniem o siebie i wdzięcznością, więc warto by pójść w tym kierunku. Konkretnie o tym, co zaobserwowałam odnoście wdzięczności, pisałam o tym jakiś czas temu w artykule Wdzięczność. Moda na słowa.
O ile tworzenie, również komercyjnych, sensownych, treści motywacyjnych i tych, które pomagają o siebie zadbać, w coraz szybciej wirującym świecie, jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe i potrzebne i sama z nich korzystam, o tyle dążenie do wiecznej satysfakcji i życia bez jakichkolwiek porażek jawi mi się cokolwiek idyllicznie. Bądźmy rozumni. Jesteśmy rozumni. Każdy się czasem spoci, przejęzyczy, albo zrobi coś z innym rezultatem, niż zamierzał. Każdy.

 

Paproszek

Przebywając w dole głównie… wdrapuję się do góry. Czasem zjadę na tyłku jeszcze niżej, ale przede wszystkim kombinuję, jak się wydostać, bo przecież pamiętam, że tam, ponad krawędziami, toczy się całkiem interesujące życie, z którego nie zamierzam rezygnować, tylko z tej przyczyny, że chwilowo czuję się jak paproszek w kieszeni nieużywanego płaszcza.
Nie maluję i nie rysuję, bo mi najzwyczajniej nie wychodzi, ale bardzo, bardzo dużo piszę. Próbuję otoczyć sama siebie opieką, jak kokonem, uważając, żeby się przypadkiem z tej miłości nie udusić. Posprzątałam w szafie. Segreguję pliki na komputerze. Klnę. Wysyłam się do kina na film o pszczołach. Obsługuję sklep, chodzę na pocztę i wysyłam terminowo przesyłki, bo ktoś przecież musi to robić.
Od kilku dni działam z kursoksiążką Oli Budzyńskiej Cele i Planowanie. Stworzyłam dziś dzięki niej moją osobistą Instrukcję Postępowania W Razie Awarii, którą opublikuję w kolejnym wpisie. Mimo tego, że ciągnie mnie raczej w stronę izolacji, umówiłam się wieczorem na basen, więc… zmykam ogolić nogi 😉

Pozdrawiam Cię równie serdecznie jak zawsze i, chyba jeszcze bardziej niż zwykle, czekam na kilka słów od Ciebie.

Joanna

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Aniebiesko
Aniebiesko
4 miesięcy temu

Mam teraz w głowie/sercu mnóstwo myśli, nie wiem czy uda się te rozrzucone niteczki spleść w jakiś spójny wątek. Ale próbując: czytałam jakiś czas temu pożyczoną, poleconą książkę. Autor mając przesyt wszechobecnego optymizmu i haseł typu „sky is the limit”, zaczął zgłębiać temat m.in. pesymistycznego lub chociaż realistycznego podejścia do życia – różne filozofie na przestrzeni wieków, kultury, poszczególne osoby. Przeczytawszy tę książkę, (chciałabym przeczytać ją jeszcze raz, w oryginale, bo tłumaczenie było w moim odczuciu dość męczące) w pewnym sensie odetchnęłam z ulgą. Że nie tylko ja mam przesyt tą wizją super-życia, którą ze wszystkich stron jesteśmy bombardowani. Że… Czytaj więcej »

Gosia B.
Gosia B.
4 miesięcy temu

Hej Joanno! Skoro czekasz, to piszę. Fajny tekst, choć napiszę szczerze (i nie jestem żadnym kołczem psychologii pozytywnej, absolutnie, ani nawet zwolenniczką), że zabolały mnie Twoje ostre słowa autokrytyki, może dlatego, że mnie samej daleko do kochania siebie bezwarunkowo. I mam wrażenie, jakbyś nie napisała tego do końca, może coś usunęłaś, może zmieniłaś zdanie… Że coś jest pod spodem. Mnie samej często ciężej i niżej niż bym chciała. I jako artystka (ohh, dłuuugie lata zajęło mi zmniejszenie do minimum poziomu niezręczności podczas myślenia i mówienia o sobie w ten sposób) wiem, że „powinnam” malować i tworzyć, a przez ostatnie dłuuugie… Czytaj więcej »

Dina Hoppe
3 miesięcy temu

Ja nie umiem pisać tak jak wiele osób, dosyć prostacko i krótko piszę jeśli w ogóle piszę, ale dziękuję Tobie za to, że sama dzielisz się swoimi przemyśleniami i za Twój tekst. 🙂

Bea
Bea
3 miesięcy temu

W samej myśli o byciu idealną, posiadaniu idealnego życia jest coś, co mnie przeraża, stresuje, kłuje i uwiera. Samą próbę prowadzenia życia bez słabych dni wyobrażam sobie jako nieskończony, niewyobrażalny wysiłek męki Tantala. Zmniejszając rozmiar obrazka: osoba, która ubiera się codziennie z rozmysłem i planem, a buty i skarpety specjalnie ma kupione do marynarki, do której idealnie pasują i do tego koszula, pasek i spinka we włosach są dopasowane są jak na stronach magazynu z modą to dla mnie obraz udręki i wiecznego pościgu, bez wytchnienia ducha…A co dopiero, powiększając obrazek, dbać w ten sam sposób o wizerunek całego życia?… Czytaj więcej »

Karolina - frytkart
Karolina - frytkart
2 miesięcy temu

Mi chęć na instagramejbl życie i presja by być doskonałą i ciągle produktywną na maksa minęła gdy postanowiła zamieszkać we mnie fibromialgia. To choroba, w której w skrócie wszystko boli i jest się zmęczonym. Świat mi się zawalił, czułam że nie jestem sobą. I chociaż wiedziałam, że to nie moja wina, to czułam się największym przegrywem. Bo jak czuć się wartościowym człowiekiem, gdy jedyne co jest się w stanie zrobić w ciągu dnia to wziąć prysznic, umyć naczynia i poskładać kilka ubrań. Nie byłam w stanie normalnie funkcjoniwać, marzyłam o zwykłym szarym życiu. Teraz nadal się z nią zmagam, ale… Czytaj więcej »

9
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x