Słowo – drogowskaz. Równowaga.

komentarze Brak komentarzy

Cześć!

Witam Cię w kolejnej odsłonie akcji Krzepinarium Refleksyjny Poniedziałek. Akcja od pewnego czasu toczy się co tydzień na moim Instagramie i możesz się do niej przyłączyć w każdej chwili, do czego, oczywiście, mocno Cię zachęcam. Dzisiejsze hasło jest równocześnie słowem, z którego chcę uczynić mój drogowskaz na rok 2020.

Pozostałe artykuły związane z akcją znajdziesz tutaj:

Początek. Szlaczek. diabełki.

Tu jest wschód. Bezsilność. Próba zapisu.

 

Jak dokonać wyboru właściwego słowa?

Nic prostszego. Należy, na podłodze lub, ewentualnie, jeśli akurat nie dysponujemy podłogą, dużym łóżku, ułożyć krąg z książek, nieważne jakich, ważne, żeby z wielu, następnie stanąć pośrodku tego kręgu, zamknąć oczy, zawirować w okół własnej osi aż do etapu porządnej karuzeli, uważając, żeby się nie porzygać(najbezpieczniej jest na czczo), usiąść, bez podglądania sięgnąć po najbliżej leżącą pozycję, otworzyć oczy, otworzyć na chybił trafił to, co zostało wylosowane i przeczytać tyle słów, ile wynosi wynik zsumowanych cyfr naszej daty urodzenia i roku, o który nam chodzi (u mnie: 2+4+7+1+9+8+5+2+0+2+0=41*). Ostatni wyraz stanie się drogowskazem na nadchodzące miesiące. U mnie w tym roku padło na słowo zawarta. Piękny, bogaty przekaz.

Wiem - nie każdy ma w domu papierowe książki. W takim wypadku możesz z powodzeniem wykorzystać czasopisma, a jeśli tych także brak – foldery reklamowe, które wygrzebiesz w skrzynce pocztowej, bądź odbierzesz na jakiekolwiek głównej ulicy większego miasta, bezpośrednio od rozdawacza.
Mieszkasz na wsi, gdzie nikt nie rozdaje ulotek? Idealnie!
Zorganizuj wypad do najbliższej metropolii, zbierz materiały i niezapomniane wrażenia.

Mniej więcej tak wyobrażałam sobie procedurę wyboru słowa jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Niby jakim cudem, myślałam, mam wybrać coś na początku roku i trwać przy tym jeszcze we wrześniu, kiedy ja nie mam bladego pojęcia, co przyniesie marzec. Nie rozumiałam, dlaczego i po co, do cholery, miałabym sobie serwować ograniczenia(jedno słowo) do których i tak, znając życie, nie będę się stosować. Dodatkowo, szukanie słowa w styczniu silnie trąciło mi postanowieniami noworocznymi, a od nich raczej trzymam się z daleka.

 

Skąd, w takim razie, całe zamieszanie?

Już wyjaśniam. Pomimo tego, że znów, na dobrą sprawę, nie wiem, co przyniesie marzec, w tym roku drogowskaz po prostu do mnie przyszedł, jako odpowiedź na pytanie, czego aktualnie najbardziej potrzebuję, żeby poczuć się w życiu lepiej. Po głębokim zastanowieniu doszłam do wniosku, iż potrzebuję równowagi.
Przekonałam się już niejednokrotnie(mimo początkowego sceptycyzmu i niewiary w takie rzeczy), że nastawienie i tak zwane dobre projektowanie rzeczywistości w połączeniu z uważnością i pracą naprawdę przynoszą namacalne efekty.

 

Równowaga.

Trochę głupio wypisywać elaboraty o równowadze akurat w dniu, w którym wszystko idzie na opak, a ja od rana potykam się o poczucie potężnego rozchwiania, ale, z drugiej strony, gdybym tę równowagę trzymała zawsze i bez wysiłku, nie mianowałabym jej patronką najbliższego roku i nadrzędnym celem, do jakiego chcę dążyć.
Równowagę rozumiem jako harmonijne rozdzielanie życia między pracę, przyjemności, odpoczynek i te wszystkie wątki poboczne występujące pomiędzy.
Jako jak najmniejszą ilość miotania się. Jako zredukowanie do minimum sytuacji pod tytułem: dziś robię to, co miałam robić przedwczoraj i nie zrobiłam, bo zajęłam się czymś, co mogło poczekać, ale było przyjemne i nie poczekało, w związku z czym zadania dzisiejsze ściskam jak sardynki w puszce, żeby nie mieć obsuwy jutro z tym, co MUSI być na jutro, bardzo serio, a tak w ogóle mam okres, boli mnie brzuch i wolałabym leżeć, oglądać serial i popijać rumianek.

 

Jak wieloryb połknął plany.

Na dzisiejszy deficyt równowagi zaczęłam pracować w piątek. Na piątek miałam rozpisany naprawdę rozsądny plan, obejmujący troszkę rysowania o poranku, pisanie artykułu od 11:00 do 14:00, odpoczynek, jogę i przygotowywanie tortu na sobotnią imprezę.
Z tortem miałam skończyć przed 19:00 i nawet bym zdążyła, gdyby nie fakt, że rysowanie domku do nowego plakatu z wielorybem rozrosło mi się aż na wczesne popołudnie, a ściśle ja nie przerwałam tej czynności o zamierzonej porze(bo było fajnie), wiedząc, czym to poskutkuje i totalnie tę wiedzę ignorując. Poskutkowało tym, że niczego nie napisałam, a z tortem rozprawiłam się około pierwszej w nocy, co zagwarantowało mi niewyspaną, rozdrażnioną sobotę, kolejne niedopięte punkty i mimowolne myśli o zaległościach, wkłuwające się w niedzielny spacer. Aha. Praktykę jogi rozpoczęłam, ale coś mi ją przerwało, chyba telefon. No, telefon. Zapomniałam wyłączyć dźwięk i nie zdołałam go zignorować.

 

Lista spóźnionych zadań

W poniedziałek(czyli dziś) miałam ruszyć z kopyta, to jest nadgonić do południa artykuł i tym samym odczarować wrażenie wlokącego się za mną minionego tygodnia. Budzik zadzwonił o 6:00. Było ciemno. Calutki, nieużywany dzień w zanadrzu. Najpierw wyjątkowo nie chciało mi się wstać(jednak wstałam, acz niechętnie), potem poczułam, że coś mnie zdecydowanie przerasta, choć nie do końca potrafiłam sprecyzować co konkretnie i kiedy już, już, po zjedzonym bez apetytu śniadaniu i spisanej bez entuzjazmu liście spóźnionych zadań, z głębokim westchnieniem siadłam do pisania, to mi się przypomniało, że nie mam ilustracji(miałam zrobić w sobotę rano), a wypadałoby ją mieć, zanim się ściemni, więc z z jeszcze głębszym westchnieniem odłożyłam laptopa dokładnie po to, ażeby 15 razy zmienić koncepcję i technikę wykonania nieszczęsnego obrazka, zanim go wreszcie, jakimś cudem, ołówkiem i kredką po prostu narysowałam.
Po nieszczęsnym obrazku, który zajął stanowczo więcej czasu, niż można by podejrzewać, zważywszy na rodzaj urody i stopień skomplikowania, siadłam do tego, tutaj tekstu. Tekstu z założenia pogodnego, niemalże motywacyjnego i traktującego, zgodnie z tytułem, o równowadze, a nie o braku równowagi.

Co ciekawe, podczas urlopu, napisałam już jeden obszerny artykuł z równowagą w tytule, jednak po drodze tak okrutnie odbiegłam od tematu, że gdyby nie podpis, sama bym nie wiedziała, o czym to miało być, więc zostawiłam do książki.

 

Epilog

Jest 16:34, słońce jeszcze nie zdążyło zajść. Miło z jego strony. Jeśli się sprężę i nie wydarzy się nic niespodziewanego, za godzinę, może półtorej, wyłączę komputer i poczytam sobie tę spreparowaną rano listę spóźnionych zadań, tak o, dla hecy.

Pozdrawiam Cię serdecznie i polecam, w ramach równowagi i żeby zostawić przyzwoite końcowe wrażenie, artykuł Rozwiąż się. Dobre rady na blokady który napisałam z diametralnie innym samopoczuciem niż aktualne. Jeśli jednak nie chcesz psuć nastroju wywołanego właśnie przeczytanym materiałem, zapraszam Cię raczej do lektury wpisu Mam związane ręce. Blokady twórczego działania.

Joanna

 

PS 18:46. Niespodziewane przyszło. Miało postać komunikatu coś poszło nie tak i wywaliło mnie ze strony po pierwszym zredagowaniu tekstu. Dziękuję niebiosom, że zmądrzałam i już nie piszę bezpośrednio w edytorze. Ommmm...

*obliczeń można dokonać przed kręceniem

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x