Rozwiąż się. Dobre rady na blokady.

komentarze Brak komentarzy
rady na blokady kolaż

Cześć!

Tytuł, niczym z kalendarza babci Aliny, którego kilka numerów wciąż błąka się na peryferiach biblioteczki. Kalendarze babci Aliny – między lekturą a makulaturą. Będąc dzieckiem zaczytywałam je aż gubiły okładki. Wszystkie już wtedy mocno zdezaktualizowane. Może nikt mi nie powiedział, który mamy, mieliśmy rok, a może, co bardziej prawdopodobne, miałam całe lata tego umownego czasu w nosie.
Łąkę mojego dzieciństwa zadeptał Tomek Sawyer pod rękę z babcią Aliną. Do dziś nie zdecydowałam, kto z tej dwójki imponuje mi bardziej.

Zanim zanurzę się w temacie bez reszty i zapomnę, co chcę przekazać, powiem tylko, że ten artykuł jest niejako kontynuacją tekstu Mam związane ręce. Blokady twórczego działania.
Wtedy skoncentrowałam się na tym, co mnie blokuje i przeszkadza w działaniu, teraz parę słów o tym, jak szturmuję barykady.

 

Bez presji.

Bez presji, nic na siłę, nie zmuszaj się… Żadna Ameryka, stwierdzisz i będziesz mieć rację, ale czekaj!
Bez presji, czyli, konkretnie, co? Nic nie robić? Czekać, aż samo przyjdzie? Samo nigdy nie przychodzi.
Zauważyłam u siebie mechanizm, wedle którego wszystko, co jest narzucone odgórnie, z automatu roztrzaskuje się o ścianę z hasłem Won od mojej wolności! Wysprejowanym centralnie. Ściana oglądana z bliska ukazuje malutkie Joanny w roli cegieł.
Na dobrą sprawę wystarczy wydłubać jedną, ująć w dwa palce, postawić na stole i zapytać, jak rozumie wolność. Odpowiedzi bywają mętne, ale ani razu nie zdarzyła się taka, która porównuje wolność do pustki, snucia się bez celu i przeglądania fejsbuczka bez ograniczeń.
Bez presji, czyli zamiast wpierać sobie, że coś koniecznie muszę, staram się włączyć tryb mam możliwość. Spróbuję. Sprawdzę. Zacznę. A nuż się rozkręcę. A jeśli spróbuję i nie wyjdzie - trudno.
Nie buduję elektrowni atomowej!

 

Arena działań, czyli przyjazne miejsce pracy.

Niegdyś, chcąc wygospodarować jak największą przestrzeń do rysowania, zsunęłam biurko w rozmiarze słonia z szafką, tworząc blat roboczy o kształcie litery L. Owo L dopchałam do rogu pokoju, pod okno, uzyskując idealne, dobrze oświetlone więzienie. Za każdym razem, kiedy już tam wlazłam, zachciewało mi się sikać.
Nie zawsze jest pod ręką pracownia. Sama aktualnie nie mam osobnej pracowni obrazkowej, ale bardzo dbam o to, żeby miejsce, w którym tworzę, było dostępne i względnie uporządkowane.
Trudno zacząć cokolwiek, jeśli najpierw trzeba przestawić cztery paprotki i zegar z kukułką.

 

Narzędzia.

Spróbuj posiekać pietruszkę tępym nożem.
O wysokiej jakości narzędziach pracy wspominałam we wpisie Jak malować pastelami olejnymi? Co ciekawe, jest on chyba najpoczytniejszą opowiastką z tego bloga!
Tu obowiązuje zasada, że lepiej mniej, a porządnych. Nie chodzi o to, że masz teraz wydać fortunę na najdroższe farby, płótna, fortepian i wieczne pióro.
Zastanów się. Potrzebujesz stu czterdziestu badziewnych kredek, czy może korzystniej będzie w tej samej cenie kupić dwadzieścia porządnych. Czy papier, którego używasz, spełnia Twoje wymagania? Ile marnych kartek wypełniło kosz?
Wychodząc poza strefę rysunku i malarstwa posłużę się przykładem maszyny do szycia.
Doskonale pamiętam moment, kiedy pierwszy raz zasiadłam do przemysłowej stębnówki, gotowej przeszyć mnie na wylot razem z materiałem. Jeszcze wyraźniej wryła mi się w pamięć próba powrotu do szycia na plastikowej, domowej maszynie wieloczynnościowej.
Przemysłowa stębnówka posiada tylko jeden, prosty ścieg, a można nią zwojować więcej, niż całą armią wymyślnych, słabych maszyn.
(Oj wiem, wiem, są osoby, które robią cuda domówkami i ja te osoby realnie podziwiam za męstwo i niezłomność. Ukłon w stronę mojej babci, z której maszyny skorzystałam niedawno w celu uszycia hamaka. Uszyłam i poczułam się jak bohaterka. Babciu, nie wiem, jak Ty sobie radzisz z tą wariatką.)
Z ostrych narzędzi dobrze mieć przy sobie ołówek i szkicownik niewielkiego formatu, w razie, gdyby zaszła konieczność przyszpilenia idei w pekaesie do Tomaszowa.
Wyjątkowo ożywcze jest próbowanie nowego. Pędzle, zeszyty, tkaniny, maszynowe stopki. Nowe kolory, faktury, zapachy.
Ciekawostka – jestem z tych, na których niesłychanie blokująco działa biel podkładu, więc czasem wystarczy, jeśli wybrudzę papier. Korzystając z płótna jak najszybciej robiłam podmalówkę, żeby nie świeciło, albo barwiłam gesso już na etapie gruntowania.
Jasne, biel podłoża bywa potrzebna i pożądana.

 

Krzywa aktywności, czyli naturalny rytm dobowy.

Lubię zgadzać się ze sobą.
Jako typ poranny mam świadomość, że jeśli zaplanuję jakiekolwiek działania wymagające kreatywności na popołudnie lub wieczór, mam marne szanse, żeby je uskutecznić.
Co o sobie wiesz?
Zakładam, że sporo, jednak korzystne jest spojrzenie na siebie z dystansu.
Poobserwuj, jak rozkłada się Twój poziom energii w ciągu doby.
Mnie najwięcej chce się rano. Najlepiej, jeśli wstanę przed szóstą, poświęcę około godziny na czynności rozruchowe, w tym, najważniejszy, kubek gorącego Pu-erha i jadę.
Zwalniam w okolicy południa, no chyba, że mnie coś porwie na tyle, że się zatracę, ale te porwania nie są codziennością.
Kiedy czuję spadek, robię przerwę. Najfajniej, jeśli przerwa różni się od głównego zadania, więc przerwach kręcę hula hopem na dachu, praktykuję jogę, albo… sprzątam w kuchni.
Nie będę rozpisywać doby na poszczególne czynności, gdyż nie tworzę makiety twórczych 24 godzin, choć, nie powiem, wizja kusi. Ażeby popełnić dzieło, należy wyśnić pomysł, w czasie zwykle marnowanym na śnienie o czymkolwiek. Następnie… No dobra. Po prostu nie rzucam się z motyką na obraz.

Oszukuj się.

Brzmi jak herezja?
Jak już się o sobie więcej dowiesz, to się oszukuj, czyli znajdź wytrych do zablokowanych, wewnętrznych drzwi. Okrutnie często działamy z automatu i rządzą nami nawyki. Mini Joanny z obronnego muru. Często czuję się przyblokowana, jeśli czegoś bardzo chcę. Ważność przygniata.
Żeby jakkolwiek ruszyć z miejsca wyobrażam sobie ultra ważne zagadnienie jako wersję demo.
Niby blisko stąd do życia w czeskim filmie, ale na początek wystarcza.
Zresztą, lubię czeskie kino.

 

Rozpraszacze.

Skoro już jesteśmy w temacie przerw, doby i czasu - rozpraszacze. Jeśli nagle dostaję absolutnej pewności, że zrobiłabym coś, ale totalnie nie mam kiedy, istnieje prawdopodobieństwo, że żywcem rzucam sekundy, minuty , kwadranse na pożarcie. Twórczość głoduje, a żre Instagram. Czy coś tam innego. Szuflada ze skarpetkami.
O ile wyostrzony apetyt w temacie jest wskazany, o tyle długotrwała głodówka skutkuje brakiem siły.
Chcę rysować i ciągle mnie coś odrywa? Wyciszam telefon, zamykam drzwi i obkładam się kredkami, a nie praniem do składania przyłożonym książką kucharską. Skoro wiem, że bałagan mnie dekoncentruje, to najpierw poświęcam kwadrans na uporządkowanie przestrzeni.
Porządkuję pilnując się, żeby nie dotrzeć do etapu generalnego odświeżania garderoby, ze skracaniem spodni włącznie.
Uporządkowawszy sięgam kredek.

 

Eliminowanie.

Kiedy mam w jednej chwili sto pomysłów do zrealizowania, wtedy równie dobrze mogłabym nie mieć żadnego. Jeszcze raz czas. Z ujęć, w których miotam się pomiędzy rozpoczętymi czynnościami, wyszedłby film pełnometrażowy, lub, co gorsza… Moda na sukces.
Od dłuższego czasu staram się nie wtykać na siłę w plan jednego dnia wszystkiego, co pragnę uprawiać, bo to uschnie, zanim znajdę doniczkę. Z bólem serca dokonuję wyboru i trzymam się go ze wszystkich sił. Dzięki temu, kiedy rysuję sójkę, nie mam z tyłu głowy warkotu maszyny do szycia. Zazwyczaj. Oczywiście, raz na czas uderzają we mnie szaleńcze idee , którym muszę się poddać.
Poddaję się.
Dzięki temu sprawdziłam, iż spontaniczne wyskoczenie na dwie godziny do pracowni celem wykrojenia i uszycia spódnicy z materiału, który służył jako tło do obrazkowych zdjęć, w praktyce trwa sześć godzin. Sześć godzin , z tego cztery o głodzie, w oparach ni to żelazka, ni absurdu.
Godziny, z których wypełzam wściekła i wyczerpana, ze spódnicą w garści, ponieważ czegoś zawsze brak. Gumki, guzika, zamka w kolorze, zdrowego rozsądku.

 

Plan działania.

Żadne żarty.
Możliwe, że kojarzysz twórczość z pewnego rodzaju niepoukładaniem. Zew, natchnienie, inne szaleństwo. Efemeryczne sprawy, ulegające samozniszczeniu na samo echo słowa plan.
Istnieje ryzyko takiego obrotu rzeczy, ale warto ułożyć plan. Wygospodarować czas, wpisać do kalendarza, umówić się ze sobą i dotrzeć na spotkanie. Od kiedy planuję, realizuję więcej i lepiej.
Plan dla mnie, nienawidzę planowania. Dokładnie tak myślałam, zanim zaczęłam się go uczyć.
Ogromną rolę w tej nauce odegrała, odgrywa Aga Zapora i jej Plannerka.
O zmaganiach z planowaniem napisałam artykuł Jak realizować marzenia? Plan na plan. Minął rok z kawałkiem wdrażania planowania w karkołomną egzystencję i jest o niebo łatwiej. Nie zauważyłam spadku jakości moich wytworów. Wygibusy zostawiam na sesje jogi.

 

Małe kroki.

Częstą blokadą twórczego działania jest strach przed porażką. Nie wyjdzie, nie uda się. Nie dokończę.
Jeśli chodzi o malowanie i rysowanie nie mam, na ten moment, zbyt wielu wątpliwości związanych stricte z warsztatem ale nie zawsze tak było. W czasach żółtodziobych stawiałam na proste rzeczy. Przerażający w całości pomysł , dzieliłam na składowe i zaczynałam od pojedynczych elementów. Mam w dorobku wielką ilość obrazków z jednym jabłkiem na środku.
Zdecydowałam się na naukę tatuowania, więc wszystko wskazuje na to, że niebawem przypomnę sobie, jak to jest dopiero zaczynać.
Wybór tematu.
Kwestia, która potrafi być bardziej czasochłonna, niż sama realizacja.
Dla mnie olśnieniem okazała się historia Justyny
Justyna, Królowa Robali, opowiedziała mi, jak to się u niej z nimi zaczęło.
Justyna chciała wrócić do malowania dysponując ledwie krztyną czasu na tę aktywność.
Zauważyła, ile pochłaniają same rozważania, co konkretnie robić, więc zredukowała temat i format do minimum.
Dziś prowadzi najprawdziwszą Galerię Sztuki w Krakowie, przy Wawrzyńca i sklep internetowy just ilust.
Ta historia to tratwa, na której przepływam mętne wody.

 

Zmiana scenerii , inspiracje.

Czasem trzeba się po prostu gdzieś ruszyć. Banalny spacer, rower, wyjście do kina, joga na trawie.
Przy jodze w plenerze zawsze myślę o mojej drogiej Małgorzacie, z którą raz jeden jedyny, kilka lat temu, wybrałyśmy się na zorganizowane spotkanie jogowe w Bednarskim i regularnie sprawę wspominamy. Pamiętasz, jak chodziłyśmy na jogę do parku?
Bumerangiem wraca punkt pierwszy.
Z popołudni wypełnionych poczuciem, że nie chcę, ale muszę i w dodatku nie potrafię, ulepiłabym długie miesiące.
Kiedyś, w odpowiedzi na moje frustracje związane z brakiem obrazu, który mogłabym z siebie wyrzucić na płótno, usłyszałam:
Ej, ale co ty chcesz namalować? Szafę? Wyjdź z tego pokoju.
Internet może być rozpraszaczem i motywatorem. Oglądam, czytam, zagłębiam się, wzdycham, zachwycam i nagle mam.
Psikus. Nie mam, akurat teraz nie mam.
Akurat niefortunnie zatrzasnęłam drzwi i studiuję mapę okolicy, w której ukryty jest wytrych. Trzeba będzie wyleźć oknem.

Temat jest z gatunku nieskończonych. Ilu twórców, tyle metod. Jestem świadoma faktu, że ledwie zarysowałam czubek góry lodowej. Z ogromną ciekawością czekam na Twoje sposoby zwalczania twórczej niemocy.

Pamiętaj - twórczość czai się na wielu polach, często bardzo oddalonych od tych, z których zbieram ja.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Joanna

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o