Refren, cerata i pele-mele. Historyjka do poczytania.

komentarze 5 komentarzy
układanka zdjęcie w stylu retro kolaż z kopertą i kolejową latarką m

Cześć!

 

Zauroczenie

Czwartek uderzył z zaskoczenia. Piszę od piątku, uporczywie i bez przerwy, w głowie. Trochę przeszkadzają mi radiowe refreny, których, mimo regularnego odsłuchiwania mis tybetańskich i odgłosów natury nie mogę się pozbyć. Przedwczorajsza audycja z muzyką klezmerską też niewiele dała. Najwidoczniej mam umysł podatny na komercję, tylko latami tę prawdę wypierałam. Ćwiczę złe spojrzenia, fantazjując, że spotkam na ulicy dziewuchę wyśpiewującą oł oł oł i ją zauroczę. Kłopot w tym, że nie wiem, jak wygląda.

 

Zmiana scenerii

Uciekając przed upałem przeprowadziłam biurko, komputer i kredki z krakowskiego jedenastego piętra do kamienicy w Wieliczce i teraz czekam, w bluzie w kotwice, aż upał mnie znajdzie a ja mu pokażę język. Jestem jeszcze trochę pogubiona, choć mam czego chciałam:

  • przestrzeń do zaaranżowania, po której mogę dogodnie się rozleźć
  • białe(powiedzmy) ściany gotowe przyjąć obrazy, plakaty, lustra, wszystko
  • święty spokój
  • stół z szufladkami do renowacji

Większość dnia spędzam sama, ale to żadna innowacja. Innowacyjnie przygotowuję kawę. Brak fajerek przy kuchence odkryłam przedwczoraj, po napchaniu resztki włoskiej kawy w sitko mojej, jakże uroczej, jednoosobowej kawiarki. Ustrojstwu postawionemu bezpośrednio na palniku zaczynała  topić się rączka, więc teraz robię kawę piętrowo - parterem jest garnek. Marzę o kawiarce z rogową rączką i balkonie. Naprawdę polubiłam Wieliczkę. Upał wypociłam w tym wpisie.

 

Złoty środek

Swojego balkonu nigdy nie miałam i nie wiem, czy istnieją kawiarki z rogowymi rączkami.
Rogową rączkę ma korkociąg znaleziony w szufladzie stołu. Stół jest leciwy, wysmarowany niewiadomą ilością warstw olejnej farby i wymaga nowego zasadniczego fragmentu, co przyznaję, z niejakim trudem, nawet ja - gorąca orędowniczka ratowania zamiast wymieniania. Stoi w kuchni, pod oknem, wstydliwie okryty obrusem. Na marginesie - nie znoszę wszelkiego rodzaju szmat na kuchennym stole, gdzie się kroi, je zupę, wysypuje kawę i kruszy. Szmaty nie da się wytrzeć, umyć, zgarnąć z niej, od biedy, ręką. Świeżo wyprana w ekspresowym tempie wraca do stanu obrzydliwości. Współwłaściciel stołu nie dzierży widoku zaplamionego na stałe w brunatne ciapki, dziurawego blatu. Na horyzoncie pojawiła się wizja ceraty, noszącej wszelkie znamiona złotego środka.

 

Pomiędzy

Przeprowadziłam biurko, komputer i kredki, ale sama jedynie pomieszkuję. Może coś się zmieni, jeśli, zgodnie z początkowymi założeniami, dotrą tu maszyny do szycia. Wychodzi na to, że, cały czas celując w spójność, niechcący zakotwiczyłam w co najmniej trzech miejscach i jeszcze mi mało. Póki co rozdzielam tydzień pomiędzy Kraków i Wieliczkę, a w pokoju przeznaczonym dla maszyn rezydują dwa rowery i sześć pomidorów. Pomidory w fazie krzaków, nie owoców.

 

Rytuały

Kartony, słoiki, puszki, zawiniątka.
Jak wspomniałam wyżej - jeszcze się tu szukam, co nie przeszkadza naprawdę ogromnej radości. Radośnie i chaotycznie miotam się po kątach - tu przesuwam, tam kładę, to zabieram, tamtemu się przyglądam, skutecznie trwoniąc część czasu przeznaczonego na pracę, o co jednak nie mam do siebie większego żalu. Wiem, że adaptacja potrwa kilka dni, a potem wskoczę w odpowiednie tory, jak drezyna.
Mam tak, że muszę w danym miejscu najpierw się oswoić, zagnieździć, stworzyć warunki, wyłuskać rytuały.
Oprócz biurka(z zawartością), komputera i kredek przywiozłam kilka książek, okrągły kawowy stolik, kolejową latarkę po dziadku, dywan po babci i kamienie. Jeden z nich po zamoczeniu wygląda jak ziemniak.
Wyłuskać rytuały... A może to tak, że one pojawiają się samoistnie? Moja rzeczywistość wręcz żąda rytuałów - dla przyjemności, rytmu, poczucia bezpieczeństwa, wyrysowania granic poszczególnym czynnościom. Lista plusów mogłaby zapełnić resztę wpisu, dodam jednak, asekuracyjnie- bez fanatyzmu, gdyż fanatyzmu się lękam.

 

Kocham, lubię, szanuję.

Lubię rano, w ciszy, w odpowiednim fotelu, wypić niespiesznie ziemistego Pu-erha. . Bardzo lubię, co nie znaczy, że jeśli mam tylko wodę, taboret i mało czasu, wracam do łóżka, bo dzień i tak stracony. Aczkolwiek bywało, że biegałam o świcie do sklepu po herbatę, jeśli zabrakło.
Wiem, że z tym akurat bywa różnie - moja serdeczna koleżanka Aleksandra deklaruje, że nienawidzi rytuałów i potrafi owo nienawidzenie niezwykle logicznie uargumentować. Szanuję tę postawę, wyznaję własną.
P.S. Kocham Pu-erha, a miłość rośnie proporcjonalnie do ziemistości. Spotkałam się z opinią, że Pu-erh śmierdzi rybą, z czym absolutnie się nie zgadzam! Czyli fanatyzm.

 

ABC

Myślę, że nie bez przyczyny taką, a nie inną dedykację urodzinową podyktował dla mnie swego czasu mały Mikołaj. Uczyniłam z niej życiową filozofię. Wdrażam zalecenie Mikołaja mniej więcej tak:

  • jeśli wyprowadza mnie z równowagi byle pierdoła staram się równolegle z byle pierdoły ucieszyć, czyli robię placki z młodej cukinii i mam niebo
  • powtarzam sobie, że duże sprawy zazwyczaj mają niewielkie początki
  • szukam możliwej do zrozumienia podstawy podstaw, w dziedzinach po których muszę się jakoś poruszać, ale na dany moment mnie przerażają
  • rozległe obce obszary znaczę kijkiem z chorągiewką, żeby zdobyć punkt odniesienia
  • na chorągiewce widnieje napis ABC

 

Pele-mele

Byłam dziś w pewnym urzędzie, załatwiać pewne urzędowe sprawy i pewna pani zadała mi tyle ważkich pytań, że mentalnie odjechałam w stronę podstawówki i zeszytów-ankiet prowadzonych, tudzież wypełnianych dla koleżanek i kolegów z klasy. Zeszyty owe zbierały dane w celach poznawczych, porównawczych i segregacyjnych. U nas się to nazywało pele-mele. Czuję palący wstyd na myśl o tym, że być może do dziś w jednym z tych notesów jest przechowywana informacja, iż sok z pod kiszonej kapusty określam swoim ulubionym napojem. W jednym, bo potem już deklarowałam jak wypadało, że coca-cola.
Pozostając w sielskim klimacie lat 90-tych przygotowałam mini wywiad dla Ciebie:

  1. Jak masz na imię?
  2. Czy znasz skuteczny sposób na pozbycie się z głowy głupiej piosenki?
  3. Jeśli tak, to jaki?
  4. Czy uważasz, ze Pu-erh śmierdzi rybą?
  5. Jakie jest Twoje podejście do rytuałów?
  6. Zagracasz otoczenie sentymentalnymi przedmiotami, czy wolisz mieszkaniowy minimalizm?
  7. Kiedy znajdzie mnie upał?
  8. O co chcesz mnie zapytać?

 

Pozdrawiam Cię deszczowo

Joanna

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Joanna KrzepinaWeraMacia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Macia
Gość
Macia

Pele-mele? To chyba w gwarze krakowskiej, u nas zwało się te zeszyty „złote myśli”. Do dziś nie wiem dlaczego złote, bo zawierały mieszankę wybuchową jeśli chodzi o informacje. Uśmiałam się z soku z kiszonej kapusty. Też miałam mini „wpadkę” otóż pytanie powiedzmy 20. „Czy masz sympatię?” Macia napisała „Nie” . Pytanie 21. „Podaj inicjały”, Macia napisała M.G. Nosz k… bo skąd miałam wiedzieć, że pytanie 21 jest powiązane z 20 i, że tu nie chodzi o moje inicjały? 😀 Tymczasem czytam, że przeniosłaś się do Wieliczki. Ja rok temu wlazłam na tę Łódź, rok później Ty uciekasz do Wieliczki… Czyżbyśmy… Czytaj więcej »

Wera
Gość

Pele mele pamiętam, a sok z kiszonej kapusty szanuję, choć częściej pijam z pod ogórków, albo buraczków 😉
1. mogło byż gorzej, Weronika
2. tak
3. śpiewać do obrzydzenia
4. nie mam zdania, zazwyczaj pijam earl greye
5. uważam, że są super, ale nie mogę sobie przypomnieć czy jakieś posiadam
6. przez większość roku zdecydowanie zagracam, potem raz na parę miesięcy, kiedy jest słońce, wpadam w szał i wyrzucam (sentymentalne graty są jednak nietykalne)
7. sama chciałabym wiezieć, bo Wieliczka niedaleko, a mnie już boleśnie przewiało od tych lipcowych chłodów!
8. poczyniłaś już jakieś kroki w strone robienia zdjęć na filmie? 🙂

trackback

[…] Przestrzeń do bycia, życia, pracy i odpoczynku. Szerzej piszę o niej tutaj. […]