Obrazków nie będzie.

komentarze 8 komentarzy

Strachy

Czy da się napisać książkę drogi, nie podróżując?

Wiele miesięcy temu, w przypływie odwagi, napisałam Felieton o strachu a teraz boję się go przeczytać.

 

Baza

Zebrało mi się na pisanie, więc najpierw, z braku przystosowanego do prawdziwego pisania domu (w tym tego nieszczęsnego, raz po raz wyłażącego ze mnie, niczym słoma z butów, biurka na strychu, pod oknem), przez 40 minut budowałam bazę:

Sprane, różowe prześcieradło przyczepiłam, przy pomocy klamerek do bielizny(u nas mówi się spinacze) i sznurka do ogrodowej huśtawki tak, że tworzyło coś na kształt żagla rzucającego, nieodzowny przy pracy twórczej, głęboki cień. Huśtawkę zablokowałam krzesłami i leżakiem, żeby się nie huśtała. Leżak obłożyłam kartkami. Te natychmiast rozbiegły się na wszystkie strony podwórka, jakby przeczuwały, że będę je zaraz zapisywać, kreślić, targać i topić we wiadrze z materiałem na papier czerpany.

Za kartkami pofrunął żagiel. Zgłodniałam.

 

Mózg

Wyczytałam niedawno, w newsletterze Barbary Jurgi, iż mózg, ażeby mu się zechciało, należy oszukiwać. Leniwy (wyprasowany?) mózg przestaje stawać okoniem przy czynnościach które zna, jeśli mu się podsuwa nowego wroga. Od wczoraj szeleszczę luźnymi kartkami w kratkę (preferuję porządne, szyte zeszyty w szeroką linię) i dźgam mózg długopisem, by wypuścił frazy, które tłuką się we mnie szaleńczo już kilka dni i cichną jak na komendę, kiedy naciskam klawisz zasilania komputera. Dźgam, oczywiście, w przenośni.

Oszustwo działa ledwo, ledwo - coś tam kapie, ale niewiele. No pisać długopisem, jakby nie było, potrafię od blisko 30 lat. Jutro spróbuję wymiąć mózg prawą ręką.

Żeby się tylko nie okazało, że w dzieciństwie, dla żartu, przewlekli mnie na lewą i to wyparłam.

 

Podróżowanie

Po wyłapaniu kartek, powtórnym umocowaniu prześcieradła i zjedzeniu zupy uznałam, że pisarska baza, w której spędziłam kilka minut oddając się przykładaniu wspomnianego długopisu do czubka nosa, mimo całej fantazyjności, nie działa jak inkubator akapitów.

Na mocy impulsywnej decyzji pozbierałam zabawki do plecaka, odpaliłam samochód i ruszyłam w stronę Horyńca.

W Horyńcu zamierzałam, w ramach podtrzymania we własnych oczach wizerunku targanej niemocą, niczym różowy żagiel wiatrem, literatki, nabyć porządny, szyty zeszyt w szeroką linię. Zeszyt co prawda nie generuje tak wyrazistych fantazji jak biurko, ale jest na moją kieszeń.

Kieszeń. Wskaźnik poziomu paliwa przypomniał mi, że rozsądniej będzie nie wozić się aż do Horyńca po głupi zeszyt, zwłaszcza w dzień powszedni, więc w wiosce W. zamiast skręcić w lewo pojechałam prosto i tutaj, uwaga,  zrobiłam coś, czego bym się po sobie nie spodziewała...

Wstąpiłam do sklepu.

 

Wiejskie sklepy

Z wiejskimi sklepami mam, jako rasowa, do tego cokolwiek zdziczała introwertyczka, pewien problem: przed nimi prawie zawsze stoi grupa ludzi, którzy coś tam popijają, podjadają(rzadziej), rozmawiają i, jak jeden mąż, odwracają głowy, żeby spojrzeć na tego, kto, z sercem w gardle, nadchodzi.

Sklep w wiosce W. z wyjątkowo opustoszałym przedpolem, minęłam, bo zajechanie pod drzwi okazało się ponad mój, mknący 20 na godzinę, refleks, ale zaparkowałam parę kroków dalej, pod kościołem, tak żeby mieć widok na rozwój sytuacji w lewym lusterku. Odczekawszy kilka minut, podczas których, nie licząc przejeżdżającego traktora, nie wydarzyło się nic, zdjęłam z okularów przeciwsłoneczne nakładki i... poszłam, gotowa na wszystko, łącznie ze sklepową w fioletowej podomce w typie naszej, dawnej Hanki.

W środku miła dziewczyna sprzedała mi butelkę Cisowanianki i loda na patyku, którego wyłowiłam na chybił trafił, bo się zestresowałam.

Lód okazał się sorbetem o smaku lemoniady w polewie o smaku gumy balonowej. Przysięgam.

W pierwszym odruchu chciałam się go pozbyć, jak piętna, ale coś mnie tknęło.

Siedząc na krawężniku pod kościołem, schowana za samochodem, próbowałam nowego. Było słodko, kwaskowato, chemicznie.

 

Serce

Serce, a raczej serca. Serduszka. Czerwone. Teraz będzie zwyczajnie, bez silenia się na beletrystykę. Cześć!

Może stosowniej by było, gdybym od tego zaczęła, zamiast na tym kończyć, pozbawiając zarazem, Ciebie, czytelnika, szansy na chwilę zadumy, ale po poniedziałkowym Refleksyjnym Newsletterze Krzepinarium mam wrażenie, że zamiast zwyczajnie siąść na tyłku i pisać, tłumaczę się na każdym kroku z tego, że do pisania w danym miejscu wracam, co najmniej, jakby ktokolwiek(poza mną samą) tych tłumaczeń żądał.

Naprawdę nie wiem, czemu w dalszym ciągu mi głupio, że piszę ot tak, dla samego pisania. Jakbym każdy tekst aspirujący do bycia po prostu przyjemną lekturą, musiała najpierw usprawiedliwić tym, że no, tego, wiesz, jakoś tak wyszło, niechcący.

Wiem, że kilka osób(w tym ja) czekało na reanimację bloga, którego przez pewien czas tworzyłam z ogromnym zaangażowaniem i nagle przestałam, bo...

Bo, w sumie, co? Najpierw zdaje się, zamierzałam zamiast bloga pisać książkę i wydawało mi się, że nie starczy tematów i energii na jedno i drugie, potem książka poszła w odstawkę, ale pojawił się biuletyn i coraz dłuższe teksty na Instagram, a na Instagramie serduszka od których mózg(ach mózg) czuje się mile pobudzony NATYCHMIAST.

Oprócz problemów natury sercowej doszedł ten z obrazkami. W pewnej chwili dotarło do mnie, że, choćbym stanęła na rzęsach, nie dam rady, czasowo, przygotowywać za każdym razem nawiązujących do tekstu grafik na bloga, w związku z czym... przestałam pisać artykuły. Wiem. Logiczne jak diabli.

Nie przedłużając: Wracam. Nie narzucam sobie żadnej częstotliwości, ale obiecuję jedno - bez względu na objętość przerwy w publikowaniu, nie będę redagować kolejnych wstępów o powrotach. Napiszę, co mam napisać i wrzucę, jakby to była najnaturalniejsza pod Słońcem rzecz.

Może z czasem wejdzie mi w krew.

Ja pozdrawiam Cię serdecznie, a mózg, jak szczeniak tresowany czerwonymi serduszkami, dyszy z łapkami w górze, czekając na Twój ślad pod tym tekstem.

 

Joanna

PS Obrazków nie będzie.

5 6 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paulina
5 miesięcy temu

No nareszcie! Nareszcie! :)))

Joanna
Joanna
5 miesięcy temu
Reply to  Paulina

Też się cieszę 😊 I mam nadzieję, że ta blokada faktycznie mi puściła i będzie więcej. Na wszelki wypadek noszę ze sobą coś do pisania 😉

Monika
5 miesięcy temu

Asia! Choćbyś miała pisać „niechcący” to pisz i nie tłumacz się nikomu. Myślę, że to świetna decyzja, żeby nie narzucać sobie terminów tylko iść po prostu w zgodzie ze swoimi potrzebami. Czyta się Ciebie świetnie. Za każdym razem przenosisz mnie w inny świat. W świat który z jednej strony jest mi bliski i go rozumiem (często się z Tobą utożsamiam) a z drugiej czuję się jakbym oglądała ciekawy film, po którym mam ochotę poznać główną bohaterkę. Nie wiem jak inaczej to opisać. Jedno jest pewne, masz ogromny talent do dzielenia się słowem <3

Joanna
Joanna
5 miesięcy temu
Reply to  Monika

Dziękuję! To, co napisałaś jest dla mnie niesamowicie miłe, cenne i ważne, bo moje teksty, mam wrażenie, zaczynają życie dopiero w kontakcie z kimś, kto je przeczyta i się w nich jakoś odnajdzie.

Z jednej strony wiem, że technicznie potrafię sprawnie napisać, a z drugiej nigdy nie jestem(i chyba nie będę) pewna, czy te wiadra emocji, które towarzyszą pisaniu, nie zrobią z tekstu czegoś w stylu „drogi pamiętniczku”.

Też mi się wydaje że opcja bez wyznaczania częstotliwości może być w tym przypadku bardziej owocna.
Zobaczymy! Jeszcze raz dziękuję :))

Mał.
Mał.
5 miesięcy temu

Serduszko. Serduszko. Serduszko.

Joanna
Joanna
5 miesięcy temu
Reply to  Mał.

😊😊😊

Kasia
5 miesięcy temu

Znasz taki film „Zmruż oczy”? Za każdym razem, dosłownie za każdym, kiedy czytam o Twoich wiejskich przypadkach, to mi się ten film z pamięci dobija do świadomości. Tworzysz dokładnie taki sam, trochę nierzeczywisty klimat, ale człowiek czuje się u Ciebie tak dobrzebi bezpiecznie 😊.
Ps. Tym razem obejdzie bez plasterka, choć zwierzątka kusiły 😂.

Joanna
Joanna
5 miesięcy temu
Reply to  Kasia

A nie znam właśnie, ale odkąd mi o nim napisałaś wiem, że chcę go obejrzeć i zrobię to!
Jest mi naprawdę miło wiedzieć, że tak odbierasz moje pisanie. Bo jednak opublikowanie tekstu o niczym, to za każdym razem jest przeżycie i duża doza niepewności. I pewnie tak po prostu ma być.
Dziękuję Kasiu 😊

Dobrze, że obyło się bez plasterka, ale jakby coś, kiedyś, to zostawiam te w zwierzątka w kredensie, za puszką z kawą. Znajdziesz.Tylko uważaj na jeże!

8
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x