Nie nadążam

komentarze 11 komentarzy
fragment obrazu olejnego przedstawiający dwa ślimaki winniczki, na obrazie dołożony napis "nie nadążam"

Cześć!

Doszły mnie słuchy, iż blog jednak jest czytywany, więc zachęcona - kontynuuję. Dziękuję, ogromnie dziękuję za te zakulisowe komunikaty, bez nich trwałabym w przekonaniu, że jestem swoją główną czytelniczką. No tak to wygląda. Zanim opublikuję, muszę przeczytać, bo może się powtarzam, albo gubię sens, tudzież litery.

 

Polska, Kraków, 11 piętro. Skwar.

Zacznę od tego, że siedzę przy biurku, na krześle, trochę po ludzku, a trochę, jak się zapomnę, w kucki. Krzesło się kolebie, bo jest stare i niedostosowane, nadaje się raczej do tego, żeby siąść na nim przy stole i zjeść zupę, a potem wstać i sobie pójść. Nie wymieniam go, bo mam sentyment i inne sprawy na głowie.

Biurko - majestatyczne, wielkie, drewniane i stabilne. Razem z krzesłem i biurkiem znajdujemy się w pokoju. Pokój stanowi część składową mieszkania z widokiem na bloki i spory kawałek nieba, z czego zdecydowanie preferuję niebo. Z mieszkania mogę wyjść na dach i zwykle bardzo tę możliwość cenię, jednakże akurat nie korzystam, bo tu, w pokoju, na krześle, przy biurku, w stanie stałym trzymam się tylko siłą woli i obietnicą wieczoru. Wieczorem jadę na wschód.

 

Tempo

Wieczorem jadę na wschód i jest mi z jednej strony bardzo radośnie, a z drugiej wypełniam się niepokojem. Wczoraj, w ramach rozgrzewki, prowadziłam samochód aż za Bochnię i z powrotem i w zasadzie wszystko poszło sprawnie, ale:

  • zdarzyło się, że na mnie trąbiono
  • zwrócono się do mnie per kobieto

W pierwszej sytuacji szukałam u siebie przewiny w stylu przekroczenia osi jezdni, czy czegoś takiego, ale mężczyzna pełniący rolę pasażera wyjaśnił, że kłopot leży raczej w nieprzekroczeniu dopuszczalnej prędkości.

- No będą tak trąbić, dopóki się nie rozjeździsz. Nie przejmuj się.
- A co, jeśli się nie rozjeżdżę i jednak zaufam przepisom tej kwestii?
- Będziesz zawalidrogą. Czemu zwalniasz?
- Bo był znak kierowco zwolnij
- ...

 

Tytuły

Prawo jazdy odebrałam w ostatni wtorek, wczoraj awansowałam na zawalidrogę. Za tę kobietę zostałam przeproszona. Dziękuję, miło mi, acz - nie ma za co!
Nie, to nie jest tak, że coś mnie zaskoczyło. Mam swoje lata i jakieś doświadczenie życiowe, dodatkowo pochodzę z wyjątkowo dynamicznej rodziny.
Wyrodziłam się. Rodzeństwo twierdzi, że jestem adoptowana, ale rodzeństwo zawsze dużo twierdzi. Zwłaszcza młodsze. To była dygresja z okazji Dnia Dziecka.

W skrajnych przypadkach tłumaczę sobie rzeczywistość chińskim horoskopem, z którego wynika wyraźnie, że jestem bawołem otoczonym kogutami. W skrajnych, gdyż na co dzień nie wierzę w horoskopy. Acha, w dzieciństwie byłam przekonana, że jest Bochnia i Hercegowina - uzupełniając dygresję.

 

Kolebka kultury

Widziałam niedawno billboard z hasłem: powiększanie piersi i pośladków własnym tłuszczem. Widziałam. W Krakowie, przy Grzegórzeckim. Czytałam kilka razy, uważnie, łudząc się początkowo, że może coś pokręciłam. Złudzeń brak. Umiem czytać ze zrozumieniem. Zostało mi to hasło w głowie i nadźgało pytań.

  • Śnię?
  • Coś mi umknęło?
  • Jestem nienormalna?
  • Tylko mnie to zadziwia?
  • A co, jeśli ktoś nie dysponuje własnym tłuszczem?

 

Ołówek a postępowość

Do niedawna używałam telefonu komórkowego z przyciskami i możliwe, że używałabym go dalej, gdyby po ostatnim upadku na beton nie spuchł, przesądzając swój los. Doceniam mój nowy telefon i jego możliwości, uważam nawet, że dobrze mi ta postępowość zrobiła, jednak upieram się, że bez smartfona mogłabym żyć.

Od pewnego czasu wykorzystuję technologię w twórczości, nie tylko do obróbki zdjęć, czego wynikiem są kolaże cyfrowe, których kilka można obejrzeć tutaj. Jest to bardzo fajne doświadczenie, lecz nie wyobrażam sobie porzucenia tradycyjnych technik pracy.

Uwielbiam farby, tusze, ołówki i ogrom doświadczeń zmysłowych, jaki się z nimi wiąże. Żaden tablet graficzny nie zastąpi mi płynności pędzla w ręce, chrobotania kredki o podłoże. Dźwięk nożyczek tnących papier zawsze powoduje u mnie chęć do działania. Wiem, że niektórzy mają inaczej i nie widzę w tym nic złego.

Staram się nie oceniać, chociaż to nie moje, nie rozumiem, nie czuję. Nie rozumiem też drwienia z mojego opóźnienia technologicznego i analogowych perwersji przez osoby, nazwijmy to, nowoczesne. Ja nie wyśmiewam  braku umiejętności szydełkowania u innych, choć jawi mi się ów brak egzotycznie.

Mam 33 lata. Szybko i ładnie kroję pomidory. W przyszłości chcę zamieszkać na wsi. Nie planuję zabiegów odmładzających. Czytam papierowe książki.

 

Oczekiwania

Z niecierpliwością czekam na kilka słów od Ciebie. Nie będę zadawać konkretnych pytań, w stylu czy też czytasz billboardy, a może wolisz książki i czy kroisz pomidory i czy ładnie. Ot, zwyczajnie jestem bardzo Ciebie ciekawa. Po ludzku, a może po babsku.

Joanna

Do kolażu widocznego u góry wykorzystałam: wycinek z gazety, filcowe litery, stare drzwi, zamek błyskawiczny i fragment mojego obrazu Traktat o pięciu minutach. Obraz w całości jest do obejrzenia w tej części portfolio. UWAGA! Cycki.

11
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Refren, cerata i pele-mele • Joanna Krzepina ArtJoanna KrzepinaWeraPlan na plan – Joanna Krzepina ArtKamial Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jaro
Gość
jaro

jak ja lubie to Twoje piszu piszu i maziu,maziu

Troszeczku
Gość
Troszeczku

Przymierzam się do tego komentarza już chyba z trzeci raz. Najpierw czytałam w pracy, zaczęłam myśleć co napisać. Zrezygnowałam, bo musiałam iść ogarniać temat… wracając z pracy znów zaczęłam myśleć co tu pisać. Tymczasem mój tramwaj, zanim cokolwiek wymyśliłam, dowiózł mnie do mojego przystanku. Do trzech razy sztuka – pomyślałam i odłożyłam to na czas „stosowny”. Czy niedziela wieczór jest stosownym? Nie wiem. Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. Te pomidory mnie zastanowiły, kiedy ostatnio miałam czas, aby poświęcić go dla krojenia pomidorów? Zazwyczaj robię wszystko szybko i w zasadzie nie wiem do czego się spieszyć? Pomidory wychodzą w… Czytaj więcej »

trackback

[…] to dlatego, że jestem pisklęciem kierowcy. O obawach i nadziejach występujących przed traktuje poprzedni wpis. No, z tymi niepokłóconym zafantazjowałam. Ściśle: żywych i […]

Kamial
Gość

Kroję pomidory dość nieładnie i nierówno. Smuci mnie to, ale bardzo krótko. Mieszkam prawie na wsi. I to prawie tez mnie smuci, bo wolałabym całkiem. Smuci mnie to, ze smucą mnie pierdoly. Prawa jazdy nie mam, co mnie nie smuci z kolei, a powinno.
Chciałam się wykazać bystrością podejmując trop roku Bawoła i obwieszczając ze wiem w którym roku się urodziłaś, ale niestety, podałaś wiek na tacy i moja genialność musi poczekać na jakaś inna okazje by się ujawnić 😉

trackback

[…] jazdy, o którym wspominam tu i […]

Wera
Gość

Wygląda na to, że jesteśmy rówieśniczkami 🙂 Nie mam prawa jazdy. Ze wstydem muszę przyznać, że ze swojego pasażerskiego miejsca bywam największym znawcą cudzej jazdy. Samobiczuje się za to i obiecuję poprawę. Dla mnie analogowo i tradycyjnie znaczy zawsze lepiej i bardziej świadomie. Od technologii nie uciekniemy, bo jest wygodna i pozwala zaoszczędzić czas, który możemy poświęcić na choćby wspomniane szydełkowanie! Co do bycia kobietą nie ma się absolutnie czego wstydzić. Ja lubię jak mnie ktoś tak określi w przypadku braku kompetencji technologicznej i z przyjemnością ceduje wykonanie naprawy/akcji na mężczyznę. Uważam to za dosyć naturalne i okazuję szczerą wdzięczność.… Czytaj więcej »

trackback

[…] Większość dnia spędzam sama, ale to żadna innowacja. Innowacyjnie przygotowuję kawę. Brak fajerek przy kuchence odkryłam przedwczoraj, po napchaniu resztki włoskiej kawy w sitko mojej, jakże uroczej, jednoosobowej kawiarki. Ustrojstwu postawionemu bezpośrednio na palniku zaczynała  topić się rączka, więc teraz robię kawę piętrowo – parterem jest garnek. Marzę o kawiarce z rogową rączką i balkonie. Naprawdę polubiłam Wieliczkę. Upał wypociłam w tym wpisie. […]