Na ostatni guzik

komentarze 9 komentarzy
portret olejny kobiety fragment obrazu

Na ostatni guzik

Cześć!

 

Maluję, rysuję, szyję, ale to nie wszystko.

Maluję, rysuję, szyję, uprawiam pomidory, odnawiam meble, gotuję, piekę, zbieram zioła, pstrykam zdjęcia, ale to niewystarczające.
Maluję i rysuję, ale zbyt mało i zbyt wolno. Uprawiam pomidory nie na temat.

 

 

Czemu ma służyć powyższa wyliczanka?

Już wyjaśniam, historia jest prosta i, zapewne, jedna z wielu. Kiedy kilka miesięcy temu zaczęłam budować swoją stronę (średnio wierząc, że doprowadzę przedsięwzięcie do końca) miałam z tyłu głowy myśl o blogu, jaki będzie jej towarzyszył. Jak już zrobię, skończę, dopracuję, to będę mogła i chciała pisać bloga. Blog ten miał być ładny i treściowo korespondujący z zawartością strony. Prowadzony regularnie. Zaznaczę, że lubię pisać i od dawna brak pisania w życiu mnie uwiera.
Tworzenie strony było dla mnie, człowieka technologicznie mało sprawnego, nie lada wyzwaniem, szczęśliwie, dzięki kursowi Eweliny - udało się. Strona powstała, taka jak chciałam, a mnie rozpierała duma. "Budowaliśmy, budowaliśmy i zbudowaliśmy" - cytując Kiwaczka.

Była jesień, kończymy kwiecień, a na moim wymarzonym blogu wiszą dwa samotne wpisy, o których po drodze nawet myślałam, jednak raczej w kategorii tego, że muszę je schować, usunąć, zabrać, no bo jak to wygląda? Nie przekułam myśli w czyn, gdyż nie pamiętałam, jak ukryć zakładkę blog na stronie. Serio.

 

 

Co dalej?

Czy okazało się, że jednak nie chce mi się tutaj niczego pisać? Nie. Tematy na wpisy wręcz się we mnie przepychały, kłopot był inny. Nic, ale to nic nie zasługiwało na opisywanie i umieszczenie na blogu. Uparłam się, durna baba, że publikować będę treści spójne i tematycznie powiązane, czyli, generalnie rzecz ujmując - o obrazkach.
Tylko co można pisać o obrazkach, swoich, dwa razy w tygodniu(sic!), zwłaszcza w sytuacji, kiedy nie wysypuje się ich z rękawa, a powstawanie każdego jest procesem długotrwałym i absorbującym, będąc w dodatku wyznawczynią teorii, że obraz ma o sobie gadać sam, do każdego inaczej? Zawsze mam problem, kiedy ktoś pyta czemu akurat tak i właśnie dokładnie to i co właściwie miałam na celu? Nie wiem, ja tu tylko maluję.
Rozwodzić się nad technikami? Rany, a komu to potrzebne, zwłaszcza w moim wydaniu? Podręczników i artykułów na ten temat nie brakuje, a jako samouk techniki mam samozwańcze. Jedna, jedyna technika malarska, jaką chciałabym kiedyś tutaj przybliżyć, to pastele olejne na płótnie, dlatego, że sama długo przekopywałam internet i nie znalazłam sensownego artykułu na ten temat. O tym innym razem.

 

 

Z jakiej przyczyny?

Bloga zablokował guzik, często blokujący mnie samą - ostatni. Perfekcjonizm, który nie pomaga, a sprawia, że najmniejsza pierdoła potrafi przyćmić całkiem dużą rzecz. Nie pokażę słonia, skoro i tak zasłania go mucha. Poza perfekcjonizmem przeszkodziła mi zdolność przewidywania przyszłości - nikt nie przeczyta, więc po co? Dodając okowy początkowych założeń, że ma być tak, a nie śmak - mamy idealny przepis na brak działania. Nic, tylko narzekać - och, brakuje mi odbiorców, nikt na moją stronę nie trafia, może lepiej pójdę do domu.

 

 

Reasumując -

nie będzie wyśnionego bloga o malowaniu, rysowaniu, kredkach i pędzlach. Będzie blog obyczajowy, jakkolwiek to nie brzmi. Lajfstajl nie jest moim słowem. Tym razem niczego nie zakładam, nie chucham na wizję wersji ostatecznej. Zobaczę. Koresponduje to z moim myśleniem o życiu w ostatnim czasie. Postanowiłam przestać się tak dopinać w codziennych sprawach najwyższej rangi, typu wieszanie zasłon i krojenie pietruszki.

 

Masz podobnie? Może całkiem inaczej? Jestem bardzo ciekawa, jak te rzeczy wyglądają u Ciebie 🙂

 

 

fragment obrazu z banką mydlaną

Zilustrowałam tekst fragmentami mojego obrazu Miejsce. Obraz w całości możesz zobaczyć tutaj.

9
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Joanna KrzepinaWeraAnia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania
Gość
Ania

Ja Cię bardzo dobrze rozumiem i tym bardziej gratuluję, że post jednak powstał. U mnie bardzo często proces twórczy wygląda tak, że… nie wygląda, bo jeszcze nim się zacznie to „wiem”, że na pewno coś pójdzie nie tak, a jeśli efekt końcowy nie będzie idealny to po co w ogóle zaczynać? Ostatecznie od lat miotam się w stagnacji. Ale uczę się. Pracuję nad nieperfekcyjnością. I może kiedyś nawet dojdę do tego momentu, że zacznę się nią dzielić.
Nie poddawaj się, i działaj. Bo obrazki są piękne i mówią same za siebie, ale fajnie też kogoś sympatycznego poczytać ☺.

trackback

[…] wielu nigdy nie pokazałam. Z jakiej przyczyny(między innymi), nie pokazałam, można poczytać tutaj. Mam teorię, że wszystko jest po coś. Zwykle o niej po prostu pamiętam, czasem mocno ją […]

trackback

[…] instruktażu cyfrowego kolażu, jakkolwiek melodyjnie to nie brzmi, gdyż, co już zaznaczałam tu – moje techniki są samozwańcze. Myślę, iż niejeden człowiek mający solidne pojęcie o […]

Wera
Gość

Ha! Jak ja to wszystko świetnie znam – od A do Z. Swojego czasu uwielbiałam kolekcjonować te muchy co to przysłaniają słonie i zastanawiam się teraz czy coś się zmieniło. Czasem przestaję mieć jakiekolwiek oczekiwania. Brak oczekiwań, to brak rozczarowań, a jak brak rozczarowań, to można coś podziałać. Moim najpierwotniejszym celem blogowania było zmotywowanie siebie samej do kończenia rzeczy, które zaczęłam i to się wydarzyło. Szyję do końca. Cieszy mnie to ogromnie, ale gdzieś po drodze dałam się złapać w inną pułapkę – jak już pisać tego bloga, to fajnie, żeby ktoś zaczął zaglądać i czytać, żeby był ten kontent… Czytaj więcej »

trackback

[…] dniami, nocami, zmierzchami… Odpowiedź wypracowałam sama. Latami. Odgrażałam się kiedyś, tutaj, że pastele olejne to jedyny stricte malarski temat, jaki zamierzam na tym blogu poruszyć. […]