Kim ja właściwie jestem?

komentarze 6 komentarzy
obraz olejny autoportret fragment

Cześć!

 

Autoportret.

Mam na imię Joanna i jestem... Już się przedstawiałam, na szczęście.
Prawie sześć lat temu namalowałam autoportret, którego do dziś bardzo nie lubię. Mam na nim moją ulubioną bluzę w kropki i wyraźne cienie pod oczami. W międzyczasie chciałam go:

  • poprawić
  • zamalować
  • wyrzucić
  • pociąć na kwadraty i wypuścić te kwadraty przez okno po jednym dziennie przywiązane do baloników z helem
  • wykorzystać do innego obrazu

Swój obraz siebie malowałam długo, a kiedy go skończyłam, pierwszym zdaniem, jakie na jego temat usłyszałam, było: przede wszystkim w rzeczywistości jesteś o wiele ładniejsza. Nie widziałam tego.

Nie czuję się typową portrecistką, ale zdarzało mi się malować realistyczne portrety innych ludzi i te portrety były/są w porządku.

 

 

Kim jestem?

Złapałam się ostatnio na tym,

że mam trudność w mówieniu innym ludziom o tym, czym się zajmuję. Zapytana o to, co w życiu robię, zaczynam mętne, enigmatyczne wypowiedzi, w których, pod warstwą niejasności, przy wytężonym słuchu, wyobraźni i intelekcie można dokopać się jakichś plakatów na ścianę, ilustracji i że coś tam próbuję, ale właściwie nie wiadomo co. A generalnie to jestem krawcową, uff.
Zrobiłam ogromny postęp w odpowiadaniu na pytania o to, co robię, gdyż jeszcze kilka lat temu odpowiadałam: nic. To znaczy maluję obrazki.

W dodatku słysząc wypowiedzi innych, określające moje malowanie nicnierobieniem skwapliwie przytakiwałam, pełna skruchy i poczucia winy. Bez względu na to, ile pracy i czasu wkładałam w moje codzienne zajęcie. Bez względu na to, ile obrazów sprzedawałam i za ile. W sumie, jeśli sprzedawałam, w dodatku za przyzwoitą cenę, było nawet gorzej. No bo nic nie robić i jeszcze zarabiać na tym pieniądze? Ogarnij się, Aśka, weź się za uczciwą robotę.

Oczywiście, nie wszyscy. Szczęśliwie zawsze miałam i mam koło siebie garść (a nawet silną pięść) wspierających, rozumiejących ludzi. To nie jest wpis o niewrażliwym, złym świecie i biednej malarce.

 

Malarka. Artystka.

Złapałam się ostatnio na tym,

że te dwa słowa w odniesieniu do mnie samej nie chcą mi przejść przez gardło (dawniej miałam też niejaki kłopot z wyrazem kobieta). Przedstawiam się jako krawcowa, którą, notabene, jestem, a całą resztę moich działań spycham na margines i przyklepuję łopatką. Najzabawniejszy jest fakt, że maluję i rysuję o wiele dłużej, niż szyję. Owszem, na krawcową mam twarde dowody w postaci dyplomu technologa odzieży(klękajcie, narody), jednak już wyleczyłam się(chyba) z kompleksów samouka usiłującego namalować obraz. Chyba.

 

Proporcje.

Złapałam się ostatnio na tym,

że jestem malarką, która szyje sobie ubrania i jakoś tak mi głupio się z tym afiszować.

Czasem się złoszczę, bo mam taki a nie inny zestaw cech i nie było mi dane zostać księgową, albo, chociażby, konduktorką(a chciałam!). Że mi rodzice nie wybili z głowy tych artystycznych fanaberii w odpowiednim czasie. Złoszczę, płaczę, wygrażam, ale na pytanie, to co ty właściwie chcesz robić?! odpowiadam natychmiast: malować, rysować i szyć! Ot, problemy pierwszego świata.
Nie lubię momentów zbliżania się do rezygnacji z siebie i swoich faktycznych zainteresowań(kto lubi?), choć proporcje tego co robię, cechuje zmienność. Są dni, kiedy wpycham kreatywność do worka, worek zarzucam na ramię i ruszam szyć zarobkowo. Szczęśliwie udało mi się tak poukładać pracę, że mogę(w granicach rozsądku) sama decydować o tym, co i kiedy czynię. Oczywiście, ma to też swoje wady - czasem dopada mnie rozmemłanie i nie ma żadnych odgórnych rozporządzeń pionizujących. Muszę w tej kwestii polegać na sobie.

 

 

Pytania.

Trochę odjechałam od sedna sprawy. Mam pytania. Sporo pytań. Jaka jest przyczyna tego, że osoby zajmujące się czymś mniej typowym, inaczej mówiąc, sztuką, stosunkowo często borykają się z tym, co starałam się zarysować powyżej? Nawet, jeśli są w swojej dziedzinie fachowcami i odnoszą sukcesy. Malarze, fotografowie, rękodzielnicy. A może prędzej malarki, fotografki, rękodzielniczki? Zakładam, że nie jestem w tym osamotniona.
Przykład? Jedna z kobiet, których kreatywne poczynania śledzę, niewątpliwie Artystka: Joanka-z wyraźnie zaznacza na swoim blogu "Nie czuję się artystką". Żeby była jasność - nie mam na celu polemiki z Joanną, po prostu utkwiło mi to zdanie, bo jest również bardzo, bardzo moje.
Gdzie tkwi klucz? Na ile kształtuje zjawisko otoczenie, a na ile wynika ono z określonych cech, które to cechy są często źródłem zapędów twórczo - wytwórczych? Zjawisko nazywam umniejszaniem.

 

 

Obserwacje.

Z drugiej obserwuję w internecie wysyp profili artystów. Fotografów, malarzy i grafików, którym wystarczy fakt posiadania lustrzanki, tudzież odmalowanie papieża, co ma ucho wyrastające gdzieś z policzka i jakieś tam podobieństwo do oryginału, na przykład w kolorze szat. Zjawisko nazywam koloryzowaniem.

 

Wnioski.

Nie chcę rysować grubej krechy i kategoryzować, mądrzyć się, bo wiem, gdzie papież ma ucho i umiem to przedstawić, jeśli zechcę.

Nie urodziłam się z tym. Pracowałam nad tą umiejętnością latami i nie żałuję tych lat. Wiele moich starszych obrazów można zobaczyć w sieci, równie wielu nigdy nie pokazałam. Z jakiej przyczyny(między innymi), nie pokazałam, można poczytać tutaj. Mam teorię, że wszystko jest po coś. Zwykle o niej po prostu pamiętam, czasem mocno ją czuję, bywa, iż wątpię.

 

 

A kim Ty właściwie jesteś?

Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na Twoją odpowiedź, refleksję, opowieść.

Joanna

Ps. U góry wisi kawałek wspomnianego autoportretu, poniżej wykorzystałam fragment obrazu Ciuciubabka. Cały obraz do zobaczenia tu.

obraz olejny portret kobiety surrealizm

6
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
4 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Joanna KrzepinaWeraKamila Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamila
Gość

Z grubsza mam bardzo podobne przemyślenia. Z chudsza też. Może ta niechęć do nazywania siebie artysta wynika z nimbu jakie otacza to słowo w j. polskim. Mam wrażenie ze artysta to ktoś nacechowany pierwiastkiem geniuszu. Nie wystarczy robić coś dobrze by być artysta, w moim mniemaniu, trzeba być wybitnym. W angielskim artysta, to -porostu ktoś kto tworzy i faktycznie w tym języku jakoś łatwiej mi tak o sobie napisać, choć prędzej nazwę się zawsze ilustratorką. Przez kilka lat pracy w tym zawodzie nauczyłam się mówić o swojej pracy wprost i bez zmieszania, choć zdarzało mi się dostawać życzenia wigilijne w… Czytaj więcej »

Wera
Gość

Z każdym kolejnym Twoim wpisem lubię to miejsce coraz bardziej! 🙂 Pochodzę z rodziny, w której zawsze powtarzano, że bez magicznego dyplomu człowiek nigdy nic w życiu nie osiągnie. Moi rodzice – oboje z wykształceniem podstawowym – pielęgnowali tę myśl i dzięki wsparciu swoich rodziców wcielali ją w życie. Do późnego liceum myślałam, że w życiu czeka mnie za rogiem wczesne macierzyństwo i brak kariery zawodowej. Liceum się skończyło, dziecka na horyzoncie nie było, więc z braku innych zajęć poszłam do weekendowej szkoły zawodowej. To był szkoła realizacji dźwięku, co nie ma większego znaczenia poza tym, że nauczyłam się w… Czytaj więcej »