Jak realizować marzenia? Plan na plan

komentarze 12 komentarzy
obraz technice mieszanej ilustracja portret kobiety domino układanka

Cześć.

 

Pogryzłam się z sobotą.

Ten tekst miał powstać dwa dni temu i opowiadać o czym innym, ale pogryzłam się z sobotą i piszę dziś.
Poniedziałek, Kraków, zaawansowany czerwiec, możliwy deszcz.
Od dłuższego czasu miewam kłopoty z sobotami. Odłupałam sobotę od tygodnia a teraz wpycham ją klinem między dni i nie chce wleźć. Efekt drzazgi pod paznokciem, z tą różnicą, że drzazga włazi chętnie i samodzielnie. To wszystko przy deficycie czasu. Niemożliwe.

 

Możliwe.

Możliwe. Tak samo jak to, że w sobotni wczesny wieczór przecinałam Plac Mariacki, ściskając w dłoni niczym amulet kupionego za 24.99 w przygranicznej Biedronce żółtego Jakuba Żulczyka, autentycznie zszokowana gęstym życiem miasta. Boże, weź mnie w dwa palce i wrzuć do Hrebennego.
Ostatnią sobotę zaplanowałam szczelnie, jednak z poczuciem satysfakcji odhaczyłam tylko jeden element - kino.
W punktach poprzedzających babrałam długo i mozolnie, bez skutku.
Pewnie, że chciałabym pisać głównie o tym, co mi się udaje. O fajnym. O trudnościach - kiedy minęły. Ściśle - trudności mogą się pojawić i pojawiają się, ale... I tutaj BACH! Moja sprawdzona metoda na wyjęcie rzęsy z oka. Chętnie zapoznam się z Twoją metodą i opinią dotyczącą rzęs w ogóle.
Prawdę mówiąc nie lubię Hrebennego.

 

Plan.

Oszczędzę Ci opisu moich niedawnych zmagań natury informatycznej - masz szczęście, bo są w moim życiu osoby, którym wypunktowałam.
Wypunktowałam niemalże tak skrupulatnie, jak spisany na kolanie sobotni plan. Tobie opowiem pogryzienia.
Sprawa kłopotliwych sobót wygląda następująco:

  • przez szereg miesięcy zaganiałam się w sobotę do pracy
  • nie lubiłam tego, ale tak wyszło
  • przez cały tamten czas żałowałam upływających godzin i zbierałam pomysły do zrealizowania w wolne soboty, które nadejdą
  • trzeba wierzyć, że nadejdą
  • z końcem projektu zagarniającego moje soboty poczułam ulgę i zagubienie

 

Brak planu

Czas zapracowanych sobót bardzo mnie zmęczył, czego początkowo do siebie nie dopuszczałam. Jakoś tak naiwnie założyłam, że wystarczy dobrnąć do końca niekomfortowej sytuacji, żeby z nową, wielką energią realizować wszystko to, czego odmawiałam sobie w międzyczasie. Siła i chęci miały czekać na mecie, żebym mogła je wziąć i działać. Działać oczywiście bez planu. Ledwie odzyskałam wolność - żaden plan nie będzie mnie pętał. W dodatku nie istnieje plan tak pojemny, żeby mnie zadowolić. Podskórnie czułam, że jeśli wypiszę na kartce litanię uszyć sukienkę namalować obraz posprzątać w pracowni upiec ciasto wymieszać sałatkę pójść na kawę do parku posiedzieć przeczytać książki kino, to niemożliwość realizacji zamierzeń zobaczę od razu, a nie dopiero wieczorem, dysząc wyczerpana na skraju czarnej dziury w nieuszytej sukience.

 

Należy o siebie dbać.

Wytarta fraza, oczywistość, zdanie wypłukane ze znaczenia. Powtarzam je, recytuję z pamięci i jednocześnie zapominam. Znajome?
Bumerangiem wraca ostatnia sobota. Jak już pisałam, ze wszystkich wypisanych punktów zrealizowałam tylko jeden. Plan tym razem miałam adekwatny do rzeczywistości, choć obfity. Lwiej jego części nie zrealizowałam, z powodu nieoczekiwanych trudności, mimo starań. To się zdarza. Po kilku godzinach działań bez oczekiwanego efektu poszłam do kina, z czego bardzo się cieszę.
Pójście do kina w tej sytuacji uważam za pewnego rodzaju sukces, gdyż coś w środku powtarzało mi: Nie zasłużyłaś na kino. Idź chociaż posprzątać pracownię.
Rezerwacji biletowej dokonałam dzień wcześniej, czym zagrałam czemuś na nosie. Pewnie, że mogłam rezerwację olać, ale pracuję nad sobą i miewam efekty. Dbam, żeby o siebie dbać.

 

Układanka. Jak realizować marzenia?

W kwestii origami wypadłam z obiegu jakieś piętnaście lat temu. Coś tam złożę, ale niewprawnie i powoli.

Jako posiadaczka rozłażącej się po kątach artystycznej duszy, z planowaniem jestem na bakier. Zawsze bliżej mi było do marzeń, niż planów i dopiero od niedawna mam odwagę postawić znak równości między nimi, a sobie pytanie: Jak realizować marzenia? Staram się opracować własny, dobry system działania. Sprawdzam, testuję, czytuję. Trafiłam niedawno na fantastyczne miejsce w sieci, dzięki któremu oswajam egzotykę systematycznych, uporządkowanych poczynań. To Plannerka - z radością dzielę się odkryciem.
Zaplanowałam, że zamknę ten tekst przed południem, więc jako podsumowanie dwie podręczne listy. Na szybko.

 

Trzy marzenia, które ostatnio zrealizowałam:

  1. Dyplom Technologa Odzieży
  2. Własna strona internetowa
  3. Prawo jazdy, o którym wspominam tu i tam

 

Trzy marzenia, jakich realizację zaplanowałam na najbliższe miesiące:

  1. Sklep internetowy na stronie
  2. Rozpoczęcie nauki tatuowania
  3. Poprowadzenie TIRa

 

 Jak wygląda Twoja lista marzeń?

Spisujesz takie listy? Potrzebujesz czasem mieć to i owo czarno na białym, żeby pamiętać? Pamiętasz bez tego? Czy znak równości między planem a marzeniem jest Twoim zdaniem na miejscu? Masz własne pytajniki? Czekam.

 

Pozdrawiam Cię poniedziałkowo,

 

Joanna

 

PS.W ramach ciekawostki dodam, że dziś mało brakło, a pogryzłabym się również z edytorem tekstowym, który uparcie gubił mi całe akapity i ja je musiałam odnajdywać w sobie na nowo.

Na zdjęciu u góry wykorzystałam obraz Myślimaki wykonany techniką mieszaną. Więcej obrazów w tej technice znajdziesz tutaj.

12
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
MonikaJoanna KrzepinaWeraGośćKamila Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola
Gość
Ola

Oklaski. Szczere oklaski. Sprecyzowanie marzeń i sformułowanie ich w postaci możliwych do wykonania celów, tzn. ułożenie ich w jakiejś kolejności, chociażby wybór tych w danym momencie priorytetowych (i tu już oklaski, ogromne oklaski nr 1) i ich realizacja, tzn. od punktu początkowego, od punktu 0 dotarcie do punktu końcowego i zwyczajne (choć nie dla wszystkich takie zwyczajne jak pokazuje życie w praktyce) wypełnienie planu (i tu jeszcze większe oklaski nr 2) to umiejętność, której uparcie nie mogę opanować! Czy to z powodu zasiedzenia w marzeniach na etapie własnej głowy, czy też zwykła chaotyczność działania, czy też niezdecydowanie już w kwestii… Czytaj więcej »

Gość
Gość
Gość

Haha… prowadzenie TIR-a marzenie z dzieciństwa 🙂 niespełnione, zapomniane, włożone w szufladę…. jak wiele innych …ale bez żalu, jedne się zaszywają w szufladach inne wskakują na fotel 🙂 Brak mi samodyscypliny w realizacji marzeń, aczkolwiek są i takie, które realizują się gdzieś tam mimochodem. To nawet fajne kiedy z zaskoczenia udaje się je spełniać. Boje się je usystematyzować, wypisać…boje się, że stracą one swoją eteryczność, że staną się celami do odfajkowania na długiej liście.Dzisiaj tak mocno stawiamy na realizację swoich marzeń, że staje się to naszym przekleństwem. Jak zachować równowagę między marzeniami, realizacją ich, a tym co tu i teraz?…… Czytaj więcej »

Kamila
Gość

Przeczytane, jak mi miło. Lubię bardzo czytać u Ciebie! Sama dostaje planerowego hysia raz na jakiś czas i działam jak maszyna, ale potem nieuchronnie nadciąga zniechęcenie i klops. Klops objawia się działaniem bez planu, które o dziwo tez jakoś wychodzi mniej lub bardziej. Prawo jazdy w ogóle nie wychodzi. Czyli zgodnie z planem, bo nie umieszczam, choć wiem ze powinnam. Ale zazdroszczę ze to już za Toba! I jak tak Ciebie czytam, to se myślę, no czy to nie ciekawsze niż pierdzielenie o gwaszavh i iPadach? No ciekawsze. Ale trzeba umieć i swe myśli tak sformułować i się nimi podzielić.… Czytaj więcej »

Wera
Gość

Ah te plany na weekend! 🙂 Ja osobiście oduczyłam się planować, co najwyżej mam nadzieję. Moje planowanie zazwyczaj kończy się trzydniową migreną i jak na złość sobota, kiedy miałam posprzątać i nastroić się na kreatywną niedzielę w przyjaznym otoczeniu, zamienia się w koktajl z kodeiny i paracetamolu i polegiwanie w łóżku z psem. Plany = oczekiwania = presja = cierpienie. Chodziłam kiedyś do fajnej szkoły, gdzie jeden z nauczycieli powtarzał nam, że „trzeba sobie w życiu robić dobrze”. To jest jedna z najważniejszych nauk jakie wynosłam ze szkoły. Ambitne plany na dynamiczny weekend na mieście, sztuka, haj lajf i zabawa… Czytaj więcej »

trackback

[…] metoda na łapanie chwili. Martwi mnie fakt, że mimo powziętych postanowień o rozsądnym planowaniu dnia, wiele rzeczy mi umyka. Znów nie […]

Monika
Gość

Niestety, ale planowanie do łatwych nie należy. Ja sama mam ten problem, że zaplanuję zawsze za dużo, choć wydaje mi się, że już przecież napisałam tylko 5 kropek do zrealizowania, a nie 10, więc teraz na pewno się uda ze wszystkim wyrobić. A potem jest życie. Podobnie z marzeniami, człowiek chciałby tyle, a zapomina łatwo o tym, co już osiągnął. W dzisiejszym świecie szczególnie – jesteśmy bombardowani informacjami, modą, kursami. Nie ma czasu na zwalnianie tempa, dlatego sami musimy się tego uczyć na nowo. I oprócz pracy nad dążeniem do celów- przydałoby się umieć spędzać te kilka godzin odpoczywając, bez… Czytaj więcej »